Sztuczna inteligencja bez dwóch zdań zrewolucjonizowała marketing internetowy, oferując nam dzisiaj narzędzia, o których jeszcze dekadę temu mogliśmy jedynie pomarzyć. Wraz z tą ogromną popularnością pojawiło się jednak śmiertelne zagrożenie dla wielu biznesów: bezkrytyczna wiara w to, że AI jest w stanie samodzielnie i w pełnym zakresie zastąpić doświadczonego eksperta.
Eksperyment: Człowiek vs. Claude
Przeprowadziłem niedawno własny eksperyment. Doskonale pokazuje on obecne ograniczenia algorytmów i uświadamia, w którym miejscu maszyna przegrywa z człowiekiem.
Wziąłem na warsztat konto reklamowe Meta Ads jednego z naszych klientów. Postanowiłem podejść do tematu dwutorowo:
1. Najpierw przeprowadziłem audyt w 100% samodzielnie, bazując na swoim 14-letnim doświadczeniu w branży marketingowej.
2. Następnie, z czystej ciekawości, poprosiłem o dokładnie to samo model Claude, podając mu te same dane i parametry.
Efekt? Rekomendacje, które wypluła z siebie sztuczna inteligencja, na pierwszy rzut oka wyglądały imponująco. Wygenerowany raport był niesamowicie profesjonalny w odbiorze – oparty na twardych liczbach, pełen technicznych szczegółów i branżowego żargonu. Gdyby taki dokument trafił w ręce osoby bez głębszego doświadczenia, jej reakcja byłaby natychmiastowa: „Wow, to jest genialne, wdrażajmy te zalecenia od zaraz!”.
Jednak im dłużej wczytywałem się w analizę przygotowaną przez AI, tym mocniej rosło moje zdzwienie.
Pięknie opakowane błędy, czyli elokwentna halucynacja
Sztuczna inteligencja wykazała się całkowitym brakiem zrozumienia niuansów biznesowych oraz kontekstu analizowanej marki. Narzędzie popełniło kardynalne błędy, które dla wykwalifikowanego specjalisty są niedopuszczalne.
Po pierwsze, nastąpiło pomylenie kluczowych pojęć. AI bez mrugnięcia okiem pomieszało działania remarketingowe (docieranie do osób, które już znały markę) z prospectingiem (docieraniem do zupełnie nowych klientów).
Po drugie, pojawił się całkowity błąd w zrozumieniu celu kampanii. System alarmował o braku przychodów w kampaniach, które z założenia miały służyć wyłącznie do zbierania leadów (kontaktów), a nie do bezpośredniej sprzedaży.
To klasyczny i niezwykle jaskrawy przykład zjawiska, które w świecie technologii nazywamy halucynacją modelu językowego.
Ważna lekcja na przyszłość: AI potrafi pisać totalne głupoty, ale robi to w sposób niezwykle elokwentny, pewny siebie i przekonujący. Jeśli nie posiadasz odpowiedniej wiedzy, by zweryfikować te rewelacje, bezwiednie wprowadzisz swój biznes na minę.
Jak korzystać z AI z głową? Podstawowe zasady
Jaki jest więc ostateczny wniosek z tego starcia? Czy powinniśmy całkowicie odciąć się od algorytmów i wrócić do metod sprzed lat? Absolutnie nie. Kluczem do sukcesu jest jednak radykalna zmiana podejścia.
Zasada pierwsza: najpierw zbuduj własne know-how. Jeśli chcesz skutecznie analizować kampanie i optymalizować działania za pomocą AI, najpierw sam musisz posiadać solidną wiedzę. Tylko wtedy będziesz w stanie błyskawicznie wyłapać logiczne potknięcia maszyny.
Zasada druga: najpierw nakarm AI kontekstem. Sztuczna inteligencja nie domyśli się specyfiki Twojego biznesu. Zanim zlecisz jej jakiekolwiek zadanie audytowe czy strategiczne, musisz dostarczyć jej precyzyjną wiedzę o swoich celach. Bez solidnego kontekstu na wejściu, na wyjściu otrzymasz jedynie ładnie opakowane błędy.
Dopiero świadome połączenie ludzkiego doświadczenia z szybkością i mocą obliczeniową maszyny ma prawdziwy biznesowy sens.
15 czerwca 2026 r. polski rynek handlu internetowego przejdzie jedną z najistotniejszych transformacji ostatniej dekady. Oficjalny start TikTok Shop w naszym kraju to moment, który jako właściciele marek, menedżerowie e-commerce i agencje digitalowe powinniśmy bacznie obserwować i – co ważniejsze – aktywnie wykorzystać.
Zakupy zintegrowane z rozrywką
Główną siłą nowej usługi jest maksymalne skrócenie ścieżki zakupowej, realizowane w ramach modelu „Watch it. Love it. Want it.”. Klienci będą mogli nabywać produkty bezpośrednio w trakcie oglądania materiałów wideo, bez konieczności opuszczania aplikacji i przechodzenia do zewnętrznych sklepów. Aby w pełni dostosować proces do lokalnych realiów i przyzwyczajeń polskich konsumentów, TikTok nawiązał strategiczną współpracę z liderami rynku: płatności będą obsługiwane przez BLIK-a, a za logistykę odpowiada InPost, oferujący dostawy do ponad 29 000 Paczkomatów.
Nowy model efektywnościowy i niskie koszty wejścia
Dla przedsiębiorców TikTok Shop oferuje bardzo atrakcyjne warunki na start – prowizja dla platformy przez pierwsze 90 dni ma wynosić zaledwie 2%. Co jednak kluczowe, zmienia się model współpracy z influencerami. Kończy się era płacenia wysokich stawek wyłącznie za zasięgi, które nie zawsze gwarantują zwrot z inwestycji (ROI). W nowym ekosystemie twórcy promują Twoje produkty, otrzymując wynagrodzenie bezpośrednio uzależnione od wygenerowanej sprzedaży w modelu afiliacyjnym. Całość wspierają zaawansowane narzędzia reklamowe, pozwalające na optymalizację kampanii pod kątem maksymalnej wartości zakupów i konwersji.
Potencjał mierzony w twardych danych
Wnioski płynące z rynków niemieckiego i brytyjskiego, gdzie usługa działa już od lat, wskazują na ogromne możliwości. Największą skuteczność wykazują sprzedażowe transmisje na żywo (live shopping), w przypadku których wskaźniki konwersji w globalnych benchmarkach sięgają od 9% do nawet 30%. Co istotne, prezentacja towaru na żywo pozwala lepiej poznać produkt, co skutkuje spadkiem liczby zwrotów średnio o 40%. Wiele marek dzięki sukcesowi na platformie zyskało tak dużą rozpoznawalność, że trafiło później do szerokiej dystrybucji w tradycyjnych sieciach handlowych.
Czym jest TikTok Shop i jak zmienia zasady gry?
TikTok Shop to natywny marketplace wbudowany bezpośrednio w aplikację TikTok. W przeciwieństwie do tradycyjnych sklepów internetowych czy marketplace’ów typu Allegro, gdzie klient przychodzi z intencją zakupu konkretnego przedmiotu, TikTok Shop operuje w modelu „discovery commerce”. Algorytm platformy podsuwa użytkownikowi produkty, o których ten jeszcze nie myślał, wywołując impuls zakupowy poprzez angażujący content wideo.
Platforma przekształca się z medium rozrywkowego w pełnoprawny ekosystem handlowy. Z perspektywy konsumenta oznacza to koniec frustrujących przekierowań do zewnętrznych witryn, długiego ładowania stron czy konieczności ponownego wpisywania danych do płatności. Wszystko dzieje się w obrębie jednego środowiska: od odkrycia, przez wybór produktu, po płatność i finalizację zamówienia.
Dlaczego Polska? Potencjał rynku i zachowania konsumentów
Polski rynek e-commerce w 2025 roku osiągnął wartość blisko 92 mld zł i wykazuje stałą tendencję wzrostową. Ponad 14,2 miliona aktywnych użytkowników TikToka w Polsce tworzy idealne środowisko do rozwoju handlu społecznościowego. Dane wskazują, że 55% użytkowników aktywnie poszukiwało na TikToku produktów, usług lub firm w ciągu ostatnich 30 dni.
Dla platformy Polska jest rynkiem priorytetowym również ze względu na dojrzałość infrastruktury. W przeciwieństwie do krajów, gdzie budowa sieci logistycznej była wyzwaniem, w Polsce TikTok Shop może polegać na istniejących, doskonale rozwiniętych usługach. Integracja z InPostem i BLIKiem nie jest tylko kwestią wygody – to kluczowy element budowania zaufania konsumentów, dla których Paczkomat i płatność kodem są synonimem bezpiecznych i szybkich zakupów.
Fundamenty sukcesu: BLIK i InPost
Współpraca z InPostem to dla użytkowników gwarancja dostawy do jednego z 29 000 automatów paczkowych dostępnych 24/7. Dla sprzedawców oznacza to zaufanego partnera, który realizuje przesyłki terminowo i w sposób, do którego polski konsument jest przyzwyczajony.
Równie istotna jest integracja z BLIKiem. Według danych, metoda ta odpowiada za ponad 70% transakcji płatniczych w polskim e-commerce. Umożliwienie płatności BLIKiem w ramach TikTok Shop od pierwszego dnia działalności jest sygnałem dla polskich kupujących, że platforma traktuje ich rynek poważnie i rozumie ich nawyki zakupowe.
TikTok Shop dla sprzedawców: od rejestracji do sprzedaży
Proces wejścia na TikTok Shop jest zautomatyzowany, ale wymaga przejścia przez weryfikację. Firmy zarejestrowane w Polsce mogą zgłaszać swoje zainteresowanie poprzez platformę sprzedawcy TikTok Shop.
Kluczowe informacje dla sprzedawców:
- Model: TikTok Shop obsługuje zarówno jednoosobowe działalności gospodarcze, jak i spółki, wymagając standardowego procesu weryfikacji tożsamości i danych firmy.
- Prowizja: Na start (przez pierwsze 90 dni) wynosi ona promocyjne 2%. Po tym okresie stawki mają zostać dostosowane do europejskich standardów – zazwyczaj 9% dla większości kategorii i 7% dla elektroniki.
- Polityka zwrotów: Minimalny czas na zwrot towaru wynosi 30 dni, ale platforma zachęca sprzedawców do oferowania jeszcze dłuższych okien, nawet do 45 lub 60 dni. Jest to element budowania zaufania w modelu zakupów impulsywnych.
Potęga afiliacji: armia twórców pracująca dla Twojej marki
Największa przewaga TikTok Shop nad tradycyjnymi marketplace’ami tkwi w programie afiliacyjnym. Zamiast samodzielnie tworzyć cały content reklamowy, marki mogą uruchomić system, w którym zewnętrzni twórcy (affiliates) promują produkty i zarabiają prowizję wyłącznie od faktycznej sprzedaży.
Dla marki oznacza to:
- Płacenie tylko za wynik (Cost Per Sale), co drastycznie obniża ryzyko finansowe.
- Dostęp do kreatywności twórców, którzy znają społeczność TikToka lepiej niż ktokolwiek inny.
- Możliwość wykorzystania systemu „Targeted Collaboration”, gdzie sam wybierasz twórców, do których wysyłasz zaproszenia do współpracy.
Strategia „Sell Across Europe”: Twój sklep bez granic
Jedną z najważniejszych funkcji dla polskich przedsiębiorców jest opcja „Sell Across Europe”. Rejestrując się w Polsce, sprzedawcy zyskują automatyczny dostęp do sprzedaży w Austrii, Belgii i Holandii (a w przyszłości być może na innych rynkach UE). Platforma oferuje narzędzia do lokalizacji opisów produktów i zarządzania logistyką na wielu rynkach jednocześnie. To szansa na ekspansję zagraniczną przy minimalnych barierach wejścia, szczególnie dla marek z branży modowej, kosmetycznej czy lifestyle’owej.
Wyzwania operacyjne: logistyka, zwroty i prawo
Mimo ogromnego potencjału, TikTok Shop nie jest rozwiązaniem „bezobsługowym”. Eksperci przestrzegają, że sukces w social commerce wymaga doskonałej integracji marketingu z logistyką.
Kluczowe wyzwania:
- Zarządzanie stanami magazynowymi w czasie rzeczywistym – viral może wyczyścić magazyn w kilka godzin.
- Szybkość realizacji – klienci przyzwyczajeni do zakupów impulsywnych oczekują równie szybkiej wysyłki.
- Zgodność z przepisami – w tym dyrektywą Omnibus, która nakłada obowiązek informowania o najniższej cenie z ostatnich 30 dni w przypadku promocji.
- Obsługa posprzedażowa – profesjonalna polityka zwrotów jest kluczowa dla budowania długofalowego zaufania.
Jak przygotować się na 15 czerwca? (Plan działania)
Przygotowania do startu w Polsce powinny obejmować kilka kluczowych kroków:
1. Audyt oferty produktowej: Wybierz produkty, które najlepiej prezentują się w wideo (np. demo użycia, szybki efekt przed/po).
2. Optymalizacja contentu: Przejdź z klasycznego modelu reklamy („kup teraz”) na model oparty na scenariuszach użycia, opiniach i autentyczności.
3. Weryfikacja logistyki: Upewnij się, że Twój system magazynowy jest gotowy na integrację z partnerami TikTok Shop.
4. Rekrutacja twórców: Zacznij mapować twórców w swojej niszy, z którymi chciałbyś nawiązać współpracę w ramach programu afiliacyjnego.
5. Rejestracja: Zgłoś swoje zainteresowanie poprzez oficjalne kanały TikToka, aby otrzymać dostęp do panelu sprzedawcy jak najwcześniej.
Podsumowanie
Nadchodząca zmiana głęboko przekształci polski e-commerce. TikTok Shop to nie tylko kolejny kanał sprzedaży, ale zupełnie nowa filozofia interakcji z klientem, w której kreatywność staje się bezpośrednim paliwem dla wzrostu przychodów. Jeśli widzisz w tym rozwiązaniu potencjał dla swojej firmy, warto działać już teraz, aby być w gronie pierwszych marek, które w pełni wykorzystają „moment zero” polskiego TikTok Shopu.
Jeśli potrzebujesz dalszych wskazówek dotyczących optymalizacji swojego sklepu pod kątem social commerce lub wdrożenia zapraszamy na https://tiktokshop.socialmedianow.pl
Często słyszysz, że w przypadku rolek najważniejszy jest tzw. hook, przyciągający uwagę w pierwszych sekundach nagrania.
To właśnie ten krótki moment decyduje o tym, czy użytkownik zatrzyma się przy Twoim materiale, czy przesunie go dalej.
Jednak samo uświadomienie sobie wagi otwarcia to dopiero połowa sukcesu. Prawdziwym wyzwaniem jest wybór tego jednego, najskuteczniejszego pomysłu, gdy w głowie mamy ich kilka.
Zamiast polegać na intuicji, warto postawić na twarde dane. Istnieje sprawdzony sposób na zweryfikowanie skuteczności materiału jeszcze przed jego oficjalną publikacją na profilu.
Metoda czterech kroków: Od pomysłu do pewności
Zdradzę Ci sposób, z którego sami korzystamy. Oto jak w praktyce wygląda profesjonalne testowanie wersji wideo:
Przygotowanie wariantów: Nagraj dwie lub trzy wersje tej samej rolki, różniące się jedynie hookiem. Reszta materiału może pozostać bez zmian – testujemy tylko to, co dzieje się w pierwszych sekundach.
1. Przygotowanie wariantów: Nagraj dwie lub trzy wersje tej samej rolki, różniące się jedynie hookiem. Reszta materiału może pozostać bez zmian – testujemy tylko to, co dzieje się w pierwszych sekundach.
2. Kampania w Menedżerze Reklam: Stwórz niewielką kampanię reklamową, wykorzystując przygotowane wersje. Kluczowe jest to, że te filmy nie pojawią się na Twoim profilu – trafią wyłącznie do wybranej grupy odbiorców testowych jako tzw. dark posty.
3. Analiza kluczowego wskaźnika: Po zebraniu pierwszych danych porównaj wyniki. Najważniejszym parametrem dla algorytmu, na który musisz zwrócić uwagę, jest „średni czas oglądania”.
4. Publikacja zwycięzcy: Na swój profil wrzuć tę wersję, która w testach płatnych osiągnęła najlepsze rezultaty.
Dlaczego warto zainwestować w testy?
Można zadać pytanie: po co wydawać pieniądze na kampanię, skoro platformy oferują darmowe rozwiązania, takie jak „rolki próbne”? Choć darmowe metody istnieją, mają one swoje ograniczenia: ich zasięg bywa niski, co sprawia, że próba badawcza nie zawsze jest miarodajna.
Nawet niewielka kwota zainwestowana w kampanię testową (nawet rzędu kilkudziesięciu złotych) daje znacznie większą pewność. Dzięki temu decyzja o publikacji nie opiera się na przeczuciach, ale na konkretnych liczbach, co w dłuższej perspektywie przekłada się na lepsze zasięgi organiczne i budowanie silniejszej marki.
Scenariusz jest zawsze podobny: poświęcasz kilka dni na wymyślanie scenariusza, nagrywasz dziesiątki dubli, montujesz materiał do późnej nocy… a po publikacji widzisz marne 200 wyświetleń. Brzmi znajomo? Takie sytuacje są frustrujące i potrafią skutecznie zniechęcić do tworzenia treści nawet najbardziej wytrwałych twórców.
Na szczęście w świecie Meta nie musisz polegać wyłącznie na łaskawości algorytmu. Istnieje proste rozwiązanie, które sprawi, że Twoje treści będą pracować na Ciebie codziennie – przez miesiące, a nawet lata.
Pułapka organicznych zasięgów
Większość z nas żyje w ciągłym napięciu: czy tym razem algorytm mnie poniesie? Kiedy Rolka umiera po 24 godzinach, czujemy, że nasza praca poszła na marne. A przecież ten materiał wciąż jest wartościowy dla osób, które go jeszcze nie widziały!
Zamiast pytać czy dojdziesz do miliona wyświetleń, zacznij pytać kiedy to nastąpi. Kluczem jest zmiana myślenia z jednorazowej publikacji na stały proces docierania.
Strategia: Nie obejrzeli, a powinni
Jako agencja ze statusem Meta Business Partner, często rekomendujemy klientom proste, ale genialne ustawienie w systemie reklamowym. Pozwala ono na stworzenie grupy odbiorców, którzy nie widzieli jeszcze Twojego filmu, przy jednoczesnym dbaniu o to, by nie zamęczać tych, którzy już go znają.
Jak to zrobić technicznie?
Wykluczenie: W menedżerze reklam wykluczasz osoby, które obejrzały już co najmniej 75% Twojej Rolki.
Targetowanie: Określasz nową grupę docelową.
Ciągłość: Reklama działa w tle, codziennie wyłapując nowe osoby.
Efekt skali za cenę jednej kawy
Twoja Rolka może pracować każdego dnia za symboliczne 5 złotych dziennie. Budżet wielkości jednej kawy tygodniowo pozwala na systematyczne budowanie zasięgów.
Dlaczego warto wdrożyć to już dziś?
Długowieczność treści: Nagrywasz raz, a korzystasz z efektów przez lata.
Spokój ducha: Zdejmujesz z siebie presję gonienia za kaprysami algorytmu.
Efektywność biznesową: Twoja marka buduje rozpoznawalność w tle.
Warto nauczyć się obsługi systemu reklamowego choćby dla tego jednego ustawienia.
PS Tego typu konkretne tematy i rozwiązania omawiamy oraz ustawiamy na szkoleniu Instagram & Facebook Pro: https://fbpro.socialmedianow.pl
Małe grupy, praca na przykładach uczestników i certyfikat po zakończeniu – warto wziąć udział.
Stało się to, o czym do niedawna jedynie spekulowano. Agent AI w systemie Mety (na Instagramie i Facebooku) potrafi już niemal samodzielnie skonfigurować kampanię reklamową. Jako użytkownik nie musisz nawet otwierać skomplikowanego interfejsu Menedżera Reklam. Wystarczy wpisać odpowiedni prompt, a sztuczna inteligencja wejdzie do systemu, wyklika niezbędne ustawienia, a nawet wygeneruje grafiki i teksty.
Choć na ten moment rozwiązanie to miewa swoje humory – potrafi się zaciąć, a estetyka generowanych obrazów pozostawia wiele do życzenia – tempo rozwoju technologii sugeruje, że te błędy zostaną szybko wyeliminowane.
Pułapka „całkowitej automatyzacji”
Wielu branżowych ekspertów wieszczy dziś koniec tradycyjnego marketingu, twierdząc, że skoro AI robi wszystko, to rola człowieka została „pozamiatana”. Słyszymy głosy, że nie ma już sensu zajmować się ustawianiem reklam, bo algorytm i tak zrobi to lepiej.
Jako praktyk prowadzący agencję social media od trzynastu lat, patrzę na to z innej perspektywy. Moim zdaniem Ci, którzy wróżą zmierzch roli specjalisty, bardzo się mylą.
Paradoks dostępności: Im łatwiej, tym trudniej.
Wprowadzenie asystentów AI spowoduje, że reklam będzie w sieci znacznie więcej. Próg wejścia drastycznie spadnie – osoby, które do tej pory nie miały wiedzy, czasu na naukę lub budżetu na agencję, teraz zaczną masowo tworzyć kampanie za pomocą kilku kliknięć.
Warto jednak pamiętać o kluczowej zasadzie:
System reklamowy Mety działa jak aukcja. Firmy konkurują o ograniczoną
przestrzeń i uwagę użytkownika.
To oznacza, że choć samo stworzenie kampanii stanie się banalnie proste, to sprawienie, by była ona skuteczna, stanie się trudniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Poprzeczka idzie w górę, a konkurencja o uwagę odbiorcy drastycznie rośnie.
Trzecia droga: AI + Twoje Know-how
W dobie powszechnej automatyzacji, kluczową przewagą nie będzie sam dostęp do AI, ale umiejętność wyciągania wniosków i dodawania własnej strategii do tego, co serwuje algorytm.
- Nie oddawaj pełnej kontroli: Bazowanie wyłącznie na automatach sprawia, że stajesz się „biernym obserwatorem”.
- Zrozum swoich odbiorców: AI może testować setki kreacji, ale to Ty musisz wiedzieć, dlaczego dany komunikat trafia do Twoich klientów.
- Łącz narzędzia: Korzystaj z opcji automatyzacji tam, gdzie ułatwiają życie (np. Advantage+ w budżecie), ale zachowaj kontrolę nad strategią i unikalnością marki.
Technologii nie da się zatrzymać i walka z nią jest skazana na porażkę. Prawdziwym zwycięzcą będzie jednak ten, kto potraktuje agenta AI jako sprawnego asystenta, a nie jako jedynego decydenta w firmie. Dzięki połączeniu potęgi obliczeniowej algorytmów z Twoim unikalnym doświadczeniem, zawsze będziesz o krok przed konkurencją, która zaufała wyłącznie automatom.
Czy jesteś gotowy na to, aby Twój asystent AI zaczął dla Ciebie
pracować, czy pozwolisz mu przejąć stery bez nadzoru?
PS Tego typu konkretne tematy i rozwiązania omawiamy oraz ustawiamy na szkoleniu Instagram & Facebook Pro: https://fbpro.socialmedianow.pl
Małe grupy, praca na przykładach uczestników i certyfikat po zakończeniu – warto wziąć udział.

Stanowisko New Business Manager
Gdzie? Zdalnie/Kraków
TWÓJ ZAKRES OBOWIĄZKÓW:
pozyskiwanie nowych klientów zgodnie z wytycznymi agencji oraz własnego doświadczenia (prospecting),
pozyskiwanie zapytań ofertowych, obsługa zapytań, negocjowanie,
tworzenie ofert i prezentacji,
dopasowanie ofert pod potrzeby klienta,
umawianie i prowadzenie rozmów telefonicznych oraz spotkań online z potencjalnymi klientami
ustalanie warunków współpracy z klientami,
przygotowanie i finalizowanie umów,
współpraca z Office Managerem – płatności, faktury, windykacja,
wsparcie posprzedażowe,
współpraca z Zespołem,
budowanie pozytywnych relacji ze stałymi klientami,
dbanie o wizerunek firmy wśród klientów,
regularne prowadzenie CRM.
APLIKUJ DO NAS JEŻELI:
posiadasz minimum rok doświadczenia na podobnym stanowisku,
cechuje Cię bardzo dobra organizacja pracy, terminowość, duża samodzielność i proaktywność – poszukiwanie i proponowanie nowych rozwiązań
masz bardzo dobrze rozwinięte zdolności komunikacyjne i łatwo nawiązujesz kontakt z innymi,
jesteś na bieżąco z social mediami i czujesz się w tematach marketingowych,
znasz i korzystasz z narzędzi takich jak Sellizer, Pipedrive, lub innych analogicznych narzędzi pracy New Businessa.
MILE WIDZIANE:
język angielski na poziomie minimum B2
CO DLA CIEBIE PRZYGOTOWALIŚMY:
UZ lub B2B
Stawka: 5000 – 7000 netto
Miejsce pracy, w którym będziesz się czuł/a częścią zespołu.
Kartę MultiSport.
Elastyczny czas pracy.
Wewnętrzne szkolenia.
Pracę zdalną ze spotkaniami w biurze ok. raz na miesiąc.
Napisz do nas na: [email protected]

Rok 2027, powiadomienie od asystenta AI na Instagramie: „Zamówiłem Ci najlepszą pizzę w mieście. Jest w drodze. 99 procent osób podobnych do Ciebie było zadowolonych z zakupu. Smacznego!”
Sztuczna inteligencja od lat, stopniowo przejmuje przeróżne decyzje, które kiedyś podejmowaliśmy sami. Najlepszą trasę wyznacza Google Maps, utwory wybiera Spotify, treści, które czytamy i oglądamy selekcjonują algorytmy Instagrama, Facebooka, czy TikToka.
Tam, gdzie teoretycznie wciąż decydujemy sami – na przykład co obejrzeć na Netflixie lub kupić na Allegro – algorytmy służą pomocą i sugerują kolejne filmy lub produkty.
W przyszłości, zamiast ograniczać się do rekomendacji, będą dokonywać zakupów za nas.
Tak naprawdę to już się dzieje.
W listopadzie 2024 Perplexity udostępniło (w USA) usługę “Shop with Pro”, czyli wirtualnego doradcę zakupowego zintegrowanego z wyszukiwarką AI. Perplexity potrafi na podstawie polecenia użytkownika przeszukać wiele sklepów pod kątem podanych kryteriów (np. „znajdź zimową kurtkę do 800 zł z dostawą w 2 dni”), a następnie automatycznie sfinalizować zakup wybranego produktu z użyciem zapisanej karty płatniczej.
Również Amazon wprowadził już na niektórych rynkach asystenta Rufus, umożliwiającego przeszukiwanie oferty, porównywanie produktów i uzyskiwanie rekomendacji zakupowych. Potrafi on odpowiadać na pytania typu: „Poleć prezent dla dziecka <5 lat” albo „Porównaj różne rodzaje ekspresów do kawy”. Usługa szybko zyskała popularność – w ciągu kilku miesięcy użytkownicy zadali Rufusowi dziesiątki milionów pytań.
Agenci AI od Mety lub TikToka mogą pójść znacznie dalej i tym samym zrewolucjonizować (lub zlikwidować) branżę reklamową.
SociaAI media
Algorytmy social mediów wiedzą o użytkownikach wystarczająco dużo, by oszczędzić nam wysiłku związanego z wyszukiwaniem oraz porównywaniem ofert i podjąć decyzję za nas. Nie tylko w przypadku zamówienia pizzy.
Wyobraźmy sobie przyjaznego agenta AI, który np. w systemie Mety pozwoli:
1. Wybrać obszary, w których pomoże nam w decyzjach zakupowych. Żywność, rozrywka, a może podróże lub elektronika?
2. Określić budżet miesięczny lub roczny.
3. Podać najważniejsze kryteria, którymi ma się kierować i określić co jest dla nas ważne przy wyborze.
Następnie – w wersji podstawowej – agent wyszuka produkty, usługi i zaczeka na zatwierdzenie zakupów przez nas. W wersji zaawansowanej dokona zakupów samodzielnie i pozwoli zrezygnować, gdyby część z nich nie przypadła nam do gustu.
Usługa dla konsumentów będzie bezpłatna. Przedsiębiorca-sprzedawca zapłaci natomiast wyłącznie prowizję od transakcji, którą wygenerował algorytm AI.
Taka wizja jest technicznie możliwa już dziś, co udowadniają także rozwiązania „agentic” od Open AI (Operator) i ich chińskich konkurentów (Manus). Jej urzeczywistnienie wydaje się tylko kwestią czasu. Najciekawsze będą konsekwencje dla platform takich jak Meta, dla reklamodawców (przedsiębiorców i agencji) oraz dla samych konsumentów.
1. Perspektywa Mety
Meta nie jest jedną korporacją, która mogłaby wprowadzić tego typu rozwiązanie, ale skupmy się na niej ze względu na szeroki zasięg, wiedzę o miliardach użytkowników oraz interes biznesowy, który może taką decyzję uzasadnić.
Wg EMARKETER Meta posiada 21,3 proc. udziału w amerykańskim rynku reklamy internetowej (dane z 2024). 25,6 proc. posiada Google, 13,9 proc. Amazon. (https://www.marketingcharts.com/…/us-digital-ad-spend…)
21,3 proc. to dużo, ale mniej niż 35,2 proc., które przypada łącznie na dwóch głównych konkurentów. Google i Amazon mają nad Metą istotną przewagę: to tam użytkownicy wchodzą w celach zakupowych. Facebook i Instagram pozostają natomiast platformami „discovery”- nie wchodzimy na nie, gdy chcemy coś natychmiast kupić, choć oczywiście możemy tam produkty i usługi odkryć.
Inteligentny asystent, który oszczędzi użytkownikom czasu poświęconego na przeszukanie Googla, Amazona (czy Allegro) może spowodować, że FB&IG stanie się miejscem gdzie konsumenci wchodziliby po zakupy i gdzie dochodziłoby do transakcji – byłyby platformami „commerce” z prawdziwego zdarzenia. A to oznaczałoby zaznaczenie swojej pozycji w tej części tortu reklamowego, w której Meta – mimo prób – nie była dotąd obecna.
Na korzyść zmieniłaby się też narracja Mety skierowana do przedsiębiorstw: „Gdzie indziej płacisz za wyświetlenia reklam. U nas tylko za sprzedaż – za wygenerowane transakcje”.
Oczywiście takie rozwiązanie to rewolucja, więc niosłoby ze sobą także ryzyka. Biznes Mety prawie w 100 proc. opiera się na przychodach z reklam, dlatego nowość byłoby testowana stopniowo, na małych grupach użytkowników, potem na wybranych rynkach. To jednak standard, a potencjalne zrewolucjonizowanie rynku reklamy może skutecznie zmotywować do podjęcia ryzyka.
Co więcej może okazać się, że Meta nie będzie mieć wyboru, jeśli podobne rozwiązania wprowadzą TikTok, Google, czy OpenAI.
2. Perspektywa reklamodawców
Jeśli tego typu rozwiązania faktycznie się upowszechnią, przedsiębiorców czeka zmiana, którą trudno porównać z czymkolwiek co działo się w ostatnich latach.
Gdyby coraz większa liczba klientów oddawała decyzje o swoich zakupach asystentom AI, żadne reklamy ani programy do ich tworzenia nie miałyby sensu: po co wydawać pieniądze na kampanie, skoro klienci nie zwracają na nie uwagi, bo nie podejmują już decyzji samodzielnie.
Nowy mechanizm pozyskiwania klientów byłby dla przedsiębiorców kuszący. Zazwyczaj deklarują oni, że chętnie rozliczaliby się „tylko za sprzedaż”, a w tym systemie płaciliby wyłącznie prowizję od wygenerowanych przez AI transakcji.
Jednak długofalowe konsekwencje okazałyby się negatywne: klienci byliby mniej lojalni – podejmując decyzje algorytm nie kierowałby się lojalnością. Zamiast tego, podobnie jak dziś decyduje o tym jakie treści w social mediach wyświetlać, brałby pod uwagę setki niejasnych „sygnałów” I na ich podstawie podejmowałby decyzje o zakupie. Cały obszar budowania relacji z klientami stanąłby pod znakiem zapytania. Po co to robić, skoro algorytm i tak ma swoje kryteria?
W teorii konsumenci mogliby wpływać na decyzje algorytmu, w praktyce skończyłoby się jak z konsumowaniem treści w social mediach. Dopóki są zadowoleni z efektu, a AI pozwala im odkrywać ciekawe nowości, pozwalają systemowi działać. Dla przedsiębiorcy oznacza to nieprzewidywalność.
Wyzwaniem mogłyby też być wahania wielkości sprzedaży – ewentualne zmiany w algorytmach wpływałyby już nie tylko na zasięgi postów, ale i bezpośrednio na przychody („Czy Wam też spadła sprzedaż o 90 procent? Instagram chyba znów coś zmienił w algorytmie…”).
Co zrobić, żeby się przed taką ewentualnością zabezpieczyć? Zmian technologicznych nie da się zatrzymać, ale można działać zawczasu:
Budować społeczność, lojalność i markę dziś, by przynajmniej częściowo zatrzymać ewentualny odpływ klientów w przyszłości. Jeśli klient wyraźnie zaznaczy, że chce kupować od marki X, AI prawdopodobnie to zrobi.
Zdobyć jak największy udział w rynku póki jeszcze jest czas. Korzystać z systemów reklamowych na poziomie zaawansowanym i póki to możliwe nie oddawać pełnej kontroli nad kampaniami automatom i algorytmom.
Stawiać na markę osobistą, bo trudniej zastąpić ją alternatywą wybraną przez AI.
Samodzielnie stworzyć własnego agenta AI, który zapewni dodatkową wartość klientom firmy, zamiast biernie czekać aż rozwiązania big-techów wywrócą działalność do góry nogami.
Ewentualnie szykować się do otwarcia agencji AIO (AI Optimisation), która będzie pomagała firmom sprostać wymaganiom algorytmów i spowodować, by częściej kupowały ich produkty.
3. Perspektywa konsumentów
Pomimo początkowych obaw, czy krytyki związanej z obawami o prywatność („teraz już naprawdę algorytmy będą nas znać lepiej niż my sami”) rozwiązanie miałoby szansę się przyjąć.
Zacznie się zapewne od małych zmian, czyli rekomendowania zakupów, skończy na ich dokonywaniu bez pytania.
Dla użytkownika to przede wszystkim wygoda, brak konieczności samodzielnego porównywania wielu opcji i „tracenia czasu” na research.
Agenci AI nie będą też od razu tak samo popularni we wszystkich kategoriach zakupowych. Łatwiej przekażemy AI decyzje dotyczące doboru posiłków w ramach diety, książek które warto przeczytać, czy nawet podróży, które warto zaplanować. Trudniej przyjdzie nam to w przypadku zakupu mieszkania, czy samochodu. Do momentu, w którym znajomi nie zaczną się chwalić, że czegoś takiego i w takiej cenie nigdy w życiu sami by nie znaleźli.
Z pewnością nie wszyscy konsumenci będą gotowi na takie rozwiązanie. Część pozostanie przy „tradycyjnym” podejmowaniu decyzji zakupowych. Prawdopodobnie będą jednak musieli za ten luksus dopłacić: big-techy wymuszą na sprzedawcach niższe ceny, żeby dodatkowo zwiększyć atrakcyjność swoich asystentów, więc klienci kupujący gdzie indziej-samodzielnie zapłacą więcej (już dziś dopłacamy za możliwość wyboru dań w cateringu dietetycznym, czy za szytą na miarę ofertę w biurze podróży, która będzie czymś więcej niż typowe all-inclusive). Zakupy bez AI staną się fanaberią dla nielicznych.
To czym większość osób nie będzie sobie zaprzątać głowy to fakt, że docelowo AI może przejąć za nas wszystkie decyzje, które podejmujemy w naszym życiu. Od wyborów zakupowych już nie aż tak daleko do wyborów kandydatów politycznych albo partnera życiowego. Jeszcze do niedawna uważało się, że „życie to sztuka podejmowania decyzji”. Pytanie ile z nich faktycznie chcemy oddać?
Piotr Chmielewski
CEO Social Media Now
PS Artykuł przeleżał „w szufladzie” prawie rok i mam poczucie, że to już najwyższy czas go opublikować (po drobnych aktualizacjach), bo w związku z rozwojem agentów AI za chwilę będzie to rzeczywistość, a nie futurystyczna wizja.
PS2 Mamy 2025 więc myślę, że trzeba dodać: tekst jest napisany w całości przeze mnie, jedynie przykłady PerplexityAI i Amazon Rufus dostarczył – nomen omen – agent „Deep research” od OpenAI.
Świat bez Facebooka, Instagrama czy TikToka byłby wolny od problemów. Rządziliby nami sami rozsądni politycy. Nastolatki byłyby szczęśliwe, a my nie tracilibyśmy czasu przed ekranem.

Obserwując dyskusję na temat social mediów, można odnieść wrażenie, że odpowiadają one za wszystkie plagi i problemy społeczne tego świata. Uzależnienia, dezinformacja, depresja, „bańki informacyjne”… wystarczy zakazać SM (albo przynajmniej ograniczyć ich popularność), a nasza codzienność stanie się o niebo lepsza.
Czy rzeczywiście?
Jasne, SM mają wady i warto je dostrzegać. Oczywiście, SM są prowadzone przez korporacje, których głównym celem jest zysk, więc trzeba patrzeć im na ręce. Tak, były w przeszłości dowody na to, że mądre regulacje są potrzebne. Jednocześnie w ostatnich latach głos mają prawie wyłącznie krytycy, którzy zdążyli już oskarżyć SM o prawie wszystko.
Od kilkunastu lat obserwuję branżę od środka. W pewnym momencie zacząłem mieć poczucie, że to co wiem o social mediach, w żaden sposób nie zgadza się z tym co się o nich mówi. Dlatego chciałbym przedstawić bardziej zbalansowaną i – mam nadzieję – zdroworozsądkową perspektywę. Myślę, że przyda się inny głos dla równowagi.
UZALEŻNIENIA I DOPAMINA
Podstawowy zarzut wobec social mediów to ich „dopaminowe” mechanizmy, które mają prowadzić do uzależnień. Scrollowanie jest przedstawiane jako czynność nie do odparcia, tym bardziej że treści są nam serwowane przez algorytmy, które znają nas na wylot.
Pytanie czy jest w tym coś faktycznie nowego.
Tak, przewijanie SM może być wciągające. Podobnie jak bezmyślne przerzucanie setek kanałów TV, w nadziei że może trafi się na coś ciekawego. Albo oglądanie trzech sezonów serialu na Netflixie pod rząd (jeszcze tylko jeden odcinek…). Albo klikanie w kolejne clickbaitowe nagłówki na portalu internetowym. Albo granie w gry wideo (ile tam jest mechanizmów dopaminowych!).
W s z y s t k i e media zabiegają o naszą uwagę i chcą nas zatrzymać na jeszcze chwilę dłużej. Trudno spodziewać się, że w przypadku społecznościowych będzie inaczej.
Czy więc ze względu na „demoniczne” mechanizmy social mediów powinniśmy gremialnie skasować konta? Każdy ma takie prawo, ale kasowanie kont w social mediach pod wpływem artykułu przeczytanego na innym portalu internetowym, jest jak odstawienie napojów owocowych pod wpływem producentów napojów gazowanych.
Poza tym dopamina tak naprawdę jest nam potrzebna i sam fakt, że social media mogą powodować jej „wrzuty” nie daje prawa, by automatycznie mówić o uzależnianiu. („Dopamina to cząsteczka krytycznie ważna dla prawidłowego funkcjonowania mózgu (…).wyrzuty dopaminy i aktywowanie układu nagrody, to jeszcze za mało, żeby mówić o uzależniających właściwościach.” – dr Damian Parol (1))
BAŃKI INFORMACYJNE
Jeszcze ciekawiej robi się, gdy krytycy wytaczają ciężkie działo: „social media są szkodliwe, bo w przeciwieństwie do tradycyjnych mediów, zamykają użytkowników w <<bańkach informacyjnych>>”.
Słyszeliśmy to setki razy. Na pozór argument wydaje się logiczny, bo algorytmy faktycznie dostosowują treści do naszych preferencji.
A jednak jest odwrotnie: badania (m.in. Oxfordu (2)) pokazują, że osoby korzystające z mediów społecznościowych są „narażone” na większą różnorodność opinii, niż te, które korzystają z mediów tradycyjnych.
Co jest zresztą logiczne. Kto jest tak naprawdę zamknięty w szczelnej bańce: widz TVN/TV Republika, czy użytkownik Facebooka? Czytelnik Wyborczej/Do Rzeczy, czy osoba korzystająca z Instagrama? Kiedy ostatnio „algorytm” drukowanego wydania dowolnego dziennika „wyświetlił” czytelnikom coś co mogłoby zaburzyć linię redakcji?
Algorytmy faktycznie mają tendencję do pokazywania treści, które nas interesują. Zawsze jest jednak szansa, że wyświetli nam się materiał z innej „strony barykady”. W tradycyjnych mediach nie ma żadnej.
Co więcej: social media mają wbudowane mechanizmy przebijania „bańki”, których gdzie indziej brak. Ciągłe scrollowanie ma wady, ale pozwala też odkryć nowe tematy, profile, treści, o których nie mieliśmy pojęcia. Komentarz pod postem opublikowany przez znajomego oznacza, że post może wyświetlić się też nam. Wyszukanie czegokolwiek powoduje wyraźne przetasowania w algorytmie, więc łatwo z „bańki” wyjść (IG i TT są coraz częściej narzędziami wyszukiwania, szczególnie wśród młodych ludzi).
Bez wątpienia: w naszej naturze jest chęć otaczania się treściami, z którymi się zgadzamy i które pasują do naszych zainteresowań oraz poglądów. A jednak to Wydawca / Redaktor naczelny / Ojciec Dyrektor (niepotrzebne skreślić) zamyka nas w bańce skuteczniej niż algorytm Facebooka.
A WPŁYW NA ZDROWIE?
Chyba najpoważniejszym zarzutem jest potencjalnie negatywny wpływ na zdrowie psychiczne, szczególnie ludzi młodych. Sprawy zeszły daleko, bo jesteśmy już na etapie postulatów całkowitego zakazu korzystania z SM, dla osób w wieku 13-16 lub nawet 13-18 (młodsze osoby już dziś nie mogą zakładać kont). Niektóre Stany i niektóre kraje UE faktycznie się do takiego zakazu przymierzają.
Krytycy mówią o depresji i obniżaniu poczucia własnej wartości, a jednocześnie ignorują fakt, że badania na ten temat nie są spójne i jednoznaczne.
Wpływ zależy od wielu czynników i może być też pozytywny (np. Oxford University (3)).
Potwierdza to też najnowszy (luty 2024) przegląd badań: „Pomimo szeroko zakrojonych badań na ten temat, wpływ korzystania z mediów społecznościowych na zdrowie psychiczne nastolatków pozostaje niejasny, a wyniki badań często są ze sobą sprzeczne.” (4)
Podobnie wnioski wynikają z niedawnego tekstu w Nature: „Analiza przeprowadzona w 72 krajach nie wykazała spójnych ani mierzalnych powiązań między dobrostanem a rozpowszechnieniem mediów społecznościowych na całym świecie. Co więcej, wnioski z badania Adolescent Brain Cognitive Development, największego długoterminowego badania rozwoju mózgu nastolatków w Stanach Zjednoczonych, nie wykazały żadnych dowodów na drastyczne zmiany związane ze stosowaniem technologii cyfrowych.” (5)
Krytycy nie chcą też pamiętać, że z podobnych – teoretycznie słusznych – pobudek postulowano w przeszłości zakaz korzystania m.in. z radia, komiksów, gier wideo, telewizji, internetu. Osoby urodzone w latach 80-tych i 90-tych pamiętają na pewno nagonkę na gry komputerowe i to co się o nich wtedy mówiło. Oskarżenia o promowanie przemocy, przebodźcowanie, wciąganie w nałóg, z czasem ustąpiły bardziej zbalansowanemu spojrzeniu – dziś dostrzegamy też zalety.
Ze względu na swoją powtarzalność, zjawisko demonizowania nowych technologii ma nawet nazwę („paniki technologiczne”) i jest całkiem dobrze udokumentowane (https://pessimistsarchive.org).
Mechanizmy jest prosty:
1. Znajdujemy problem, który faktycznie jest poważny i dotyczy młodych ludzi.
2. Obarczamy winą nową technologię, która aktualnie zyskuje popularność.
To bardzo kuszące: chcemy mieć poczucie, że robimy coś w dobrej sprawie, ale szkodliwe, bo proste diagnozy są zwykle fałszywe, a odwracają uwagę od prawdziwych, bardziej skomplikowanych diagnoz i rozwiązań (następna „panika technologiczna” będzie z pewnością dotyczyła AI).
Przede wszystkim jednak w dyskusji o wpływie na zdrowie psychiczne cały czas umyka nam fakt, że „media społecznościowe” – tak jak zresztą cały internet – nie są jednorodnym tworem, gdzie wszyscy konsumują te same treści.
Badania potwierdzają, że ich wpływ na poszczególne osoby zależy od tego j a k z nich korzystają i c o tam konkretnie oglądają.
Znajdziemy w SM mnóstwo wartościowych treści na każdy temat, w tym na temat zdrowia psychicznego. I też dużo szkodliwego contentu, którego nie tylko młodzi ludzie nie powinni oglądać. Każdy kto pamięta co wyświetla się na TikToku przez pierwszą godzinę od założenia konta, doskonale wie o czym mówię.
Dlatego zamiast zastanawiać się czy Facebook, Instagram, TikTok są zawsze dobre / złe dla odbiorców, powinniśmy skupić się na t r e ś c i a c h i być może nawet odpowiednimi przepisami wymusić na platformach lepszą ich moderację. Szczególnie na kontach osób w wieku 13-16.
Także dlatego, że tak podpowiadają doświadczenia z przeszłości: nie wprowadzono nigdy całkowitego zakazu oglądania TV lub grania w gry komputerowe. Zamiast tego pojawiły się ograniczenia wiekowe dot. konkretnych filmów i produkcji.
Dlatego: przepisy wymuszające lepszą moderację treści – tak. Całkowity, twardy zakaz korzystania – nie.
MINUSY I PLUSY UJEMNE
W całej tej dyskusji o social mediach skupiliśmy się na ich wadach, a zalety uznaliśmy za oczywistość.
Zapominamy, że social media zmieniają układ sił i dają głos nowym podmiotom. SM to nie tylko „złe korpo”, ale też Twórcy i MiŚP, które wcześniej nie miały siły przebicia. Trudno zliczyć wszystkie wartościowe profile, które stały się popularne dzięki nim. W SM spędzamy czas z konkretnymi osobami i organizacjami, dla których np. w telewizji miejsca by nie było. Ich zaletą jest różnorodność. Kto w social mediach nie odnalazł wartościowych Twórców, niech pierwszy rzuci kamieniem…lub zastanowi się nad tym co ogląda, bo jeśli widzi wyłącznie głupoty i „fakenewsy”, to niestety świadczy tylko o jego/jej zainteresowaniach.
Ciekawe też, że cała ta krytyka social mediów nie powoduje spadku liczby użytkowników. Być może czują oni dysonans pomiędzy tym co faktycznie widzą w SM, a tym co się o nich mówi. I mimo wszystko jednak znajdują w nich wartość.
SM dają też szansę na oddolne organizowanie się. Nie bez powodu są zakazane tam, gdzie reżim chce mieć pełną kontrolę nad kanałami komunikacji. Gdyby social media faktycznie psuły demokrację, byłyby mile widziane w krajach, w których reżim chce ją zepsuć. W praktyce jest odwrotnie. Są zakazane tam, gdzie obywatele mają nie mieć nic do powiedzenia. To nie przypadek, że największy problem z social mediami mają autokraci, a próba ograniczenia dostępu do nich to jeden z pierwszych ruchów reżimów próbujących stłumić protesty społeczne. Co nie zmienia faktu, że z dezinformacją trzeba walczyć – to oczywiste.
Social media mają swoje zalety i swoje wady. Jestem przekonany, że trzeba dostrzegać jedne i drugie, mieć do nich zdrowe podejście (tak jak i do innych mediów). Mądre regulacje są potrzebne. A jednocześnie z tej narracji, która robi z SM „kozła ofiarnego” i czyni je odpowiedzialnymi za wszystkie problemy współczesnego świata jest więcej szkody niż pożytku. Skuteczne diagnozy i rozwiązania, są jednak trochę bardziej złożone. Najłatwiej krzyknąć „wina Facebooka” i problem głowy.
Piotr Chmielewski, SMN
—
Ciekaw jestem oczywiście Waszego zdania. Czy macie podobne odczucia, czy uważacie że jednak przesadzam i SM zasłużyły na całą krytykę z jaką się mierzą?
PS Wśród głosów krytycznych spodziewam się szczególnie jednego, więc odpowiem od razu: „nic dziwnego, że bronisz social mediów, skoro prowadzisz agencję, która się nimi zajmuje!” Jest odwrotnie: prowadzę agencję, p o n i e w a ż uważam, że może z nich wynikać też coś dobrego. Nie oczekujemy od osób prowadzących restauracje, by były przeciwnikami jedzenia na mieście, a od właścicieli firm tworzących strony www, by lobbowali za zakazem internetu. Nie ma powodu, by tym razem było inaczej.
Źródła:
(1) Parol D., Cukier nie uzależnia, a już na pewno nie jak narkotyki.
https://www.damianparol.com/cukier-nie-uzaleznia/
(2) Fletcher R., The truth behind filter bubbles: Bursting some myths. https://reutersinstitute.politics.ox.ac.uk/…/truth…
(3) Orben, A., Przybylski, A.K. The association between adolescent well-being and digital technology use. Nat Hum Behav 3, 173–182 (2019). https://www.nature.com/articles/s41562-018-0506-1
(4) Perlmutter, E., Dwyer, B. & Torous, J. Social Media and Youth Mental Health: Assessing the Impact Through Current and Novel Digital Phenotyping Methods. Curr Treat Options Psych 11, 34–51 (2024). https://link.springer.com/article/10.1007/s40501-024-00312-1
(5) Odgers C., The great rewiring: is social media really behind an epidemic of teenage mental illness? Nature 628, 29-30 (2024). https://www.nature.com/articles/d41586-024-00902-2
AI przejęło zasięgi organiczne na Facebooku & Instagramie…i jak na tym skorzystać.
Według oficjalnych danych Mety, Obserwujący nie widzą już ŻADNYCH treści tylko dlatego że obserwują profile marek na Facebooku & Instagramie! (na razie w US, niedługo zapewne i u nas)
Jednocześnie to właśnie ten moment, w którym marki i Twórcy mogą docierać bezpłatnie do większej liczby osób niż kiedykolwiek.
Obejrzyjcie, żeby zrozumieć zasięgi organiczne i dowiedzieć się jak docierać do większej liczby osób za darmo.
…a potem napiszcie jak tam sytuacja u Was na ten moment: obserwujecie raczej wzrosty czy spadki zasięgów?

Czy jeśli zajmujecie się zawodowo social mediami to powinniście zdawać oficjalne egzaminy Mety i zdobyć ich Certyfikaty? Jak to właściwie działa i czy warto? Dziś trochę o tym.
Swój pierwszy egzamin zdawałem 8 lat temu (!), a teraz ponownie więc widzę trochę nowości. Podstawy jednak się nie zmieniły:
1. Można zdawać online.
2. Pytań jest 60.
3. Formuła to test jednokrotnego, czasem wielokrotnego wyboru.
4. Całość trwa 105 minut.
5. Koszt 75 USD (możliwe, że kiedyś było nieznacznie taniej).
6. Egzamin jest po angielsku i w kilku innych językach, ale polskiego brak.
7. Aby zdobyć Certyfikat trzeba uzyskać co najmniej 700 punktów na 1000.
Z biegiem lat Meta rozszerzyła listę egzaminów. Kiedyś było ich tylko 3, teraz jest 6:
–Digital Marketing Associate
–Media Buying Professional
–Media Planning Professional
–Marketing Science Professional
–Creative Strategy Professional
–Community Manager
Sam proces zdawania był i nadal jest…dość specyficzny. Egzamin prowadzi zewnętrzna firma (PearsonVue), więc odbywa się on na ich platformie.
Przed rozpoczęciem trzeba zrobić zdjęcia (sobie i dokumentowi tożsamości), odłożyć telefon oraz zdjąć zegarek. Wymagane jest też wyłączenie wszystkich innych aplikacji na laptopie. W pomieszczeniu trzeba przebywać samodzielnie, w innym przypadku egzamin zostanie przerwany. Całość jest nagrywana, a przebieg egzaminu obserwuje „proktor”.
Wymogi zostały odrobinę zliberalizowane. Kiedyś przed rozpoczęciem trzeba było też porozmawiać z osobą nadzorującą i pokazywać na kamerze wszystkie zakamarki pomieszczenia, w którym się zdajemy. Z tego na szczęście zrezygnowano.
Nadal jednak kwestie techniczne mogą być dość frustrujące. Na przykład, gdy w kolejce do zdawania jest kilkadziesiąt osób (trzeba czekać) albo gdy platforma egzaminacyjna twierdzi, że wciąż mamy włączony jakiś program i nie pozwala rozpocząć egzaminu (w moim przypadku był to program „dbxv” i chwilę zajęło mi skojarzenie go z Dropboxem).
Tak czy inaczej to tylko szczegóły. Generalnie uważam, że zdawać zdecydowanie warto. Na rynku cały czas przebywa osób i firm, które zajmują się prowadzeniem działań w social mediach, więc tego typu oficjalne wyróżnienie i certyfikacja mogą okazać się bezcenne. Opłaca się przesiedzieć 105 minut w samotności.
No dobrze, a jaki jest poziom trudności? Tym razem zdawałem „Creative Strategy Professional” oraz „Media Planning Professional”. I… powinniście sobie poradzić:
1. Sporo jest case’ów, pytań typu „firma XYZ osiąga takie i takie wyniki przy takich i takich dotychczasowych założeniach. Wybierz najlepszą rekomendację na przyszłość.”
2. Jest trochę pytań trudniejszych, ale i trochę prostych. Np. „Sklep internetowy chce zwiększyć sprzedaż. Który Cel powinien wybrać: Aktywność, Rozpoznawalność, Kontakty, czy może Sprzedaż?” Hmm…
3. Widać wpływ ostatnich rekomendacji Mety na pytania. Jeśli jedną z opcji odpowiedzi jest zastosowanie Advantage+, prawie na pewno będzie to prawidłowa odpowiedź (aż by się chciało popolemizować z układającym pytania https://bit.ly/aiwkampaniach).
4. Sporo pytań o model zakupu dawniej zwany „Zasięg i częstotliwość”, obecnie „Rezerwacja”.
5. Dużo o Audience network i o to jak pogodzić wyświetlanie tam reklam z dbaniem o to, by pojawiały się w odpowiednim dla marki kontekście.
6. Sporo o dostosowaniu reklam telewizyjnych do realiów mediów społecznościowych.
7. Dużo o mierzeniu efektów, szczególnie poprzez opcje Brand / Conversion lift.
Jak mi poszło? Ano zdałem. Pierwszy test 777 / 1000 pkt., a drugi nawet 964 / 1000. Czego i Wam życzę!