Oficjalnie wakacje! Jednak w SMN nie przewidujemy urlopu od nowości! W najnowszym wydaniu tradycyjnie króluje Instagram, ale znajdziecie tu również kilka słów o Twitterze i LinkedInie. To co? Zaczynamy!

Pin it up – czyli nowa funkcja na Instagramie

W tym miesiącu Instagram wprowadził kolejną nowość…

jest nią funkcja przypinania postów. Dzięki niej możemy przypiąć u góry swojego profilu do 3 wybranych postów, w tym także reelsy.

Zastosowań może być wiele – od wyeksponowania kadrów, z których jesteśmy wyjątkowo dumni, po skierowanie uwagi nowych odbiorców na istotne treści (co może być szczególnie przydatne dla kont edukacyjnych czy eksperckich).

Karuzela śmiechu na LinkedIn

Jak dotąd na Linkedinie mogliśmy m.in. polecać treści, uznawać je za wnikliwe albo okazywać ich autorom wsparcie. Jednak już wkrótce będziemy mogli się także… zaśmiać!
Platforma powoli wprowadza na salony nową reakcję: “funny”.

Póki co nie jest jeszcze dostępna globalnie, ale w Polsce już się pojawiła!

Źródło

Dłuższe reelsy i więcej interakcji

Jak donosi Adam Mosseri, od teraz użytkownicy Instagrama mogą nagrywać reelsy trwające aż 90 sekund! Ten format nada się jednak najlepiej dla twórców, którzy angażujący storytelling mają w małym palcu.

Prócz tego nareszcie możemy cieszyć się interaktywnymi naklejkami, które dobrze znamy z insta stories. Teraz do rolek możemy dorzucić ankiety, quizy i emoji slidery.

A w ramach wisienki na torcie, Instagram zaserwował możliwość importowania na reelsów podkładów audio z własnej biblioteki.

https://www.instagram.com/p/Cegpb18gD6z/

Przejmij kontrolę nad swoim feedem

To nie koniec nowinek z IG! A w obrębie instagramowego feedu od dłuższego czasu dzieje się naprawdę sporo. Tym razem możemy zyskać większą kontrolę nad potencjalnie kontrowersyjnymi (drażliwymi dla nas) treściami z kont, których nie obserwujemy.

Instagram pozwoli nam dobrać odpowiednią widoczność materiałów wrażliwych spośród poniższych opcji:

Tę opcję znajdziecie w: Ustawienia → Konto → Kontrola Kontrowersyjnych treści

Źródło

Rewolucja na Twitterze

To była kwestia czasu. Twitter nieoficjalnie testuje nowy format – Twitter Notes.

To alternatywa dla użytkowników, którzy na portalu lubią dzielić się dłuższymi przemyśleniami lub historiami, a do tej pory musieli je spisywać, tworząc długie, niekoniecznie czytelne wątki.

Twitter notes od tweetów będą się różnić jedynie liczbą znaków. Pozostałe funkcjonalności pozostają bez zmian: będzie je można udostępniać, wysyłać w wiadomościach prywatnych, lajkować i zapisywać.

Źródło

Notatki w instapamiętniku

A jeśli mało Wam tematu notatek, to… być może wkrótce pojawią się one także na Instagramie! W sieci pojawiła się informacja o testach nowej funkcji Notes.

Według obecnie dostępnych informacji, instanotatki mielibyśmy dzielić wyłącznie z bliskimi znajomymi lub z osobami, z którymi obserwujemy się nawzajem.

Zobaczcie sami:

Świętujemy mały jubileusz! Przed Wami 100. wydanie Tygodnika SMN! Co w nim znajdziecie? Sprawdźcie sami…

Koniec nakładek profilowych na Facebooku

Źródło: Facebook Newsroom

Od 2015 r. w facebookowej Frames Gallery pojawiały się tysiące nakładek profilowych. Teraz FB ogłosił, że po 21 marca wszystkie “dzieła” znikną, a możliwość tworzenia ramek będą miały tylko nieliczne organizacje.

Wszystko w imię walki z antyszczepionkowymi komunikatami. Od 2 lat Facebook sukcesywnie banuje tego typu treści, włącznie z nakładkami, ale działania te przypominały raczej syzyfową pracę. Stąd decyzja o odebraniu możliwości tworzenia nakładek indywidualnym użytkownikom czy niezweryfikowanym instytucjom.

Źródło

Zrób sobie przerwę

Instagram wdrożył w Polsce nową funkcję: “Take a break”. Ma ona zapobiec bezmyślnemu scrollowaniu feedu przez wiele godzin, poprzez wyświetlenie stosownego komunikatu.

Użytkownik otrzyma równiez możliwość ustawienia częstotliwości “przypominajek” – co 10, 20 lub 30 minut. 

Jak myślicie, czy nowa opcja ma szansę być skuteczna w walce z uzależnieniem od social mediów? 

Źródło

Facebook Reels wkraczają do akcji

Spełniły się zapowiedzi z końcówki 2021! Od lutego w ponad 150 krajach na całym świecie dostępna jest facebookowa wersja Reelsów.

Jak podaje Meta w swoim newsroomie, użytkownicy FB i IG połowę czasu spędzanego na obu platformach poświęcają na konsumowanie contentu video, a Reelsy są najszybciej rozwijającym się formatem.

Facebook zapowiedział, że wprowadzi następujące możliwości w zakresie tworzenia i edycji rolek:

Umiejscowienia, w których obejrzymy Reelsy to:

Źrodło 

LinkedIn i nowe możliwości analityczne

LinkedIn zapowiedział, że już wkrótce na portalu pojawi się nowa odsłona statystyk. Użytkownicy będą mogli sprawdzić, jak ich poszczególne publikacje radzą sobie na platformie pod względem liczby wyświetleń i typów reakcji, a także dowiedzą się więcej na temat odbiorców treści – ich demografii, stanowisk i branży, w której pracują.

Źródło

Automatyczne napisy w filmach na Instagramie

Aż chciałoby się powiedzieć: nareszcie!

Może być komiksem przedstawiającym 5 osób i telefon

Instagram ogłosił, że wprowadza funkcję automatycznie generowanych napisów do filmów publikowanych w feedzie. Napisy będą domyślnie włączone w filmie każdego twórcy, natomiast decyzja o ich wyłączeniu należy do odbiorcy danego wideo. Ta opcja ma przede wszystkim na celu zwiększenie dostępności instagramowego contentu dla społeczności Głuchych i osób niedosłyszących. 

Na ten moment napisy dostępne są w 17 językach (nie ma wśród nich jęz. polskiego), ale Instagram zapowiada, że sukcesywnie będą dodawane kolejne. 

Źródło

Zgłoś trolla, walcz z dezinformacją

Fake newsy nie są w internecie nowością, ale w obliczu rosyjskiej napaści na Ukrainę media społecznościowe zostały zalane falą dezinformacji. Wiele już zostało powiedziane i napisane w tym temacie, dlatego chcę po prostu polecić Wam przydatne narzędzie do zgłaszania podejrzanych wpisów.


Jeśli jakiś post lub strona wzbudza wątpliwości co do autentyczności, wystarczy przesłać link do weryfikacji na stronie Zgłoś Trolla (kliknij, aby przejść do witryny).

Zmierzch news feedu na Facebooku

A na zakończenie: ciekawostka! Po ponad 15 latach Facebook oficjalnie zmienia nazwę News Feedu na sam “Feed”. Jeśli więc jesteście social mediowymi purystami, to czas zapamiętać zaktualizowaną nazwę!

I wylądował! Po krótkiej, wakacyjnej przerwie zapraszamy Was na kolejną odsłonę Tygodnika SMN. W tym wydaniu przeczytacie o gorącej premierze nowego gadżetu od Facebooka i odkryjecie kilka nowych funkcji w topowych aplikacjach.

Reklamy w instagramowym sklepie

Rozpoczął się globalny proces wdrażania reklam do zakładki “Sklep” w apce IG! Tym razem mamy szczęście i możemy się już poszczycić nowym umiejscowieniem – znajdziecie je tradycyjnie w ustawieniach zestawu reklam w menedżerze reklam.

Reklamy będą wyświetlane pośród innych produktów w feedzie, ale na kafelku znajdzie się oznaczenie “Sponsored”. 

Nowy format z pewnością pomoże markom w jeszcze skuteczniejszej promocji – w końcu reklama będzie wyświetlać się w miejscu, do którego użytkownik dotarł intencjonalnie, aby szukać nowych inspiracji i uzupełniać zakupowe wishlisty.

Źródło

Facebook wypuszcza smartokulary

Społecznościowy gigant nie ukrywa, że już od kilku lat pracuje nad rozwiązaniami, które otworzą przed nami zupełnie nowe możliwości komunikacyjne – mowa o smartokularach z modułem rozszerzonej rzeczywistości (AR).

W tym tygodniu Facebook postawił pierwszy krok na tej ścieżce, wypuszczając na rynek smartglasses stworzone we współpracy z firmą RayBan. 

Model nazywa się Ray-Ban Stories i, wbrew wcześniejszym porównaniom do Spectacles z 2016 r., zaserwował nam jednak parę zaskoczeń!

Okulary składają się z 2 kamer 5 Mpx, 3 mikrofonów, głośników i touchbara, co sprawia, że gadżet staje się podręcznym centrum dowodzenia.

Za pomocą dotykowego panelu z boku okularów możemy rozpoczynać nagrywanie wideo lub robić zdjęcia, a także przewijać muzykę i regulować jej głośność. Co więcej, głośniki i mikrofony sprawiają, że nie musimy już używać słuchawek do rozmów telefonicznych, ponieważ zdaniem producenta jakość audio w okularach jest absolutnie wystarczająca. 

A jako wisienkę na torcie Facebook kładzie… swojego własnego asystenta głosowego! Zamiast sięgać ręką do okularów, wystarczy wydać Facebook Assistantowi komendę głosową.

Całość zintegrowana jest z apką Facebook View App, która służy do przechowywania danych oraz ich edycji i udstępniania, a gadżet ładuje się za pomocą etui ładującego.

Okulary dostępne są TUTAJ, a ich cena zaczyna się od 299 $.

Bez wątpienia Ray-Ban Stories wywołają kolejną dyskusję na temat prywatności i bezpieczeństwa takich rozwiązań – sami na pierwszy rzut oka dostrzegamy tu kilka problemów, takich jak np. nagrywanie osób trzecich bez ich wiedzy.

Źródło

Stories to już wspomnienie

Jeszcze niedawno na łamach Tygodnika SMN informowaliśmy was o nowości na Linkedinie, czyli stories, a niespełna rok później dajemy znać, że funkcja ta… znika bezpowrotnie!

Serwis poinformował, że na korzystanie ze stories mamy czas tylko do 30 września. Ale nie martwcie się, Linkedin już pracuje nad nową odsłoną narzędzi do nagrywania wideo.

Źródło

Nowa funkcja w WhatsAppie

Chyba wszyscy już dobrze znamy funkcję reagowania na wiadomości za pomocą emojis w rozmaitych komunikatorach. Tej opcji dorobił się już także Whatsapp i wkrótce opcja ma być globalnie wprowadzana do aplikacji.

Przyczyną może być chęć ujednolicenia funkcjonalności w ekosystemie aplikacji należących Facebooka.

Źródło

Instagram pyta o wiek

Jeśli przy zakładaniu profilu na Insta ominęło Was podawanie daty urodzenia, to najprawdopodobniej w aplikacji zobaczycie obecnie monit, który nie pozostawi Wam już wyboru.

IG wciąż instensywnie pracuje nad zwiększeniem bezpieczeństwa niepełnoletnich na platformie, stąd wiek użytkownika jest teraz bardzo istotną informacją. Dlatego dopóki nie uzupełnisz danych, tracisz dostęp do aplikacji.

Czy można Instagrama oszukać? Niestety tak, ale serwis zapowiada, że za jakiś czas do akcji ma wkroczyć AI, która będzie weryfikowała wiek użytkowników poprzez analizę ich twarzy na zamieszczanych zdjęciach i stories! Jeśli użytkownik wzbudzi podejrzenia, będzie musiał przejść weryfikację wieku.

Źródło

Co nowego słychać w wielkim świecie social mediów? Specjalnie dla Was sporządziliśmy zestawienie najważniejszych newsów z ostatnich kilku tygodni. W tym numerze przeczytacie m.in. o dezinformacji i hejcie na Instagramie i Facebooku, innowacyjnej rekrutacji na TikToku oraz o rozwoju modelu subskrypcyjnego na Twitterze.

Facebook chce zapobiegać dezinformacji

Nie od dziś wiadomo, że w zalewie informacji, postów, tweetów i artykułów coraz rzadziej zapoznajemy się z pełną ich treścią – co z kolei przyczyniło się do rozkwitu dziennikarstwa clickbaitowego i szerzenia fake newsów. 

Dlatego zespół Facebooka ogłosił, że w fazę testów wchodzi nowa funkcja, która ma zapobiegać bezrefleksyjnemu udostępnianiu artykułów na platformie. W momencie, gdy użytkownik spróbuje udostępnić treść bez wcześniejszego zapoznania się z nią, otrzyma monit zachęcający do otwarcia artykułu. 

Źródło

Instagram: pozbądź się hejterów

Uporczywy hejter? A może zalew spamerów? Niestety czasem jeden ban nie wystarczy, ponieważ złośliwi użytkownicy zakładają coraz to nowsze konta. Instagram postanowił wyjść naprzeciw oczekiwaniom Instagramerów, którzy borykają się takimi problemami. 

Od teraz mogą oni skorzystać z opcji rozszerzonej blokady: “Zablokuj użytkownika XYZ i nowe konta, które może założyć”. Miejmy nadzieję, że ta funkcja przynajmniej częściowo położy kres nękaniu w tym serwisie.

Skorzystacie z tej opcji?

Pinterest wprowadza specjalne stories

Wszelkiego typu Stories to format “przewałkowany” już niemal przez każde medium. Do gry wkracza też Pinterest ze swoimi Idea Pins. Co ma jednak wyróżniać ten format to fakt, że ma służyć przede wszystkim ukazywaniu kulis powstawania pomysłów i treści, które twórcy publikują na swoim profilu. Dzięki opcji voice-over łatwe stanie się również tworzenie tutoriali, a nowa funkcja Ghost to bardzo ciekawy sposób na atrakcyjną prezentację kreatywnych pomysłów twórców:

Idea Pins nie będą docierać tylko do obserwatorów danej osoby – algorytm Pinteresta ma dobierać i sugerować stories także nowym użytkownikom na podstawie ich zainteresowań.

Źródło

Instagram umożliwi wrzucanie zdjęć z desktopu

Po tylu latach w końcu nadchodzi opcja publikowania zdjęć bezpośrednio z komputera. 

Na Twitterze zagościł wpis App Researchera Alessandro Paluzziego, w którym udowadnia, że Instagram testuje taką właśnie opcję: 

Źródło

Podejrzewamy, że w dobie powszechnie dostępnego Creator Studio ta opcja raczej nie zrewolucjonizuje świata social media managerów. Niewątpliwe jednak wśród indywidualnych użytkowników Instagrama znajdą się zwolennicy tego rozwiązania!

Rekrutacja na TikToku

TikTok i działania HR-owe? Ale jak to możliwe, “w tej aplikacji dla dzieci”?

Dobrze czytacie! Jak donosi portal Axios, TikTok prawdopodobnie planuje wprowadzenie takiej funkcji w obrębie swojej aplikacji.

Nie da się ukryć, że serwis może być idealnym miejscem do poszukiwania kreatywnych i żywiołowych pracowników z pokolenia Z! Na razie społeczność internetowa zastanawia się, jak mogłoby wyglądać takie narzędzie – jednak nadal nie ma oficjalnego potwierdzenia od przedstawicieli TikToka, czy taka opcja będzie wdrażana.

Źródło

Program subskrypcyjny na Twitterze

Czy doczekamy się opcji edycji tweetów? Poniekąd tak – ale nie za darmo!

Serwis planuje wypuścić usługę Twitter Blue, w której zaoferuje użytkownikom dwa rozwiązania:

Usługa ma kosztować 2,99 $ za miesiąc w podstawowym modelu, ale podobno planowane są również droższe wersje z większą liczbą udogodnień, np. przeglądanie serwisu bez reklam pomiędzy tweetami.

Źródło

Facebook, LinkedIn, Instagram oraz Pinterest – o tej wielkiej, społecznościowej czwórce przeczytacie w 84. wydaniu Tygodnika Social Media Now! Wspólnie porozmawiamy o znaczeniu like’ów w życiu twórców i odbiorców treści, zapłaczemy ze wzruszenia nad długo wyczekiwaną opcją związaną ze Stories, a także dowiemy się, w jaki sposób LinkedIn wyszedł naprzeciw potrzebom rodziców.

Planowanie Stories na Facebooku i Instagramie

Drodzy specjaliści ds. mediów społecznościowych, jeśli jeszcze stoicie, to… lepiej usiądźcie!

Przed Wami news krótki, ale bardzo treściwy. Facebook ogłosił bowiem to, na co wiele z nas czekało od dawna: możliwość planowania Stories na Facebooku i Instagramie!

Opcja ma się pojawić w Business Suite (jest to stosunkowo nowe narzędzie, które powoli ma wypierać, lubiane przez wiele osób, Creator Studio), a zaplanowane Stories będą widoczne w kalendarzu contentowym wraz z innymi treściami.

Więcej informacji: Facebook for Business 

Randki według Facebooka

Jeśli myśleliście, ze jedna aplikacja randkowa stworzona przez Facebooka to już zbyt wiele, to ta informacja z pewnością Was zaskoczy.

Społecznościowy gigant nie spoczywa na laurach i pracuje nad… kolejną apką! Sparked, bo taką nazwę ma nosić serwis, jest dosyć specyficzną propozycją. To speed dating przeniesiony do świata wirtualnego, ale by otrzymać do niego dostęp, użytkownik musi zostać zaakceptowany przez zespół Facebooka jako “życzliwa osoba”.

Gdy użytkownik dostanie się do kolejnego etapu, otrzymuje możliwość 4-minutowej rozmowy z losowo dobranym użytkownikiem (oczywiście według wcześniej ustalonych preferencji). Jeśli między parą “zaiskrzy”, będzie mogła ona porozmawiać ze sobą przez kolejne 10 min. Po tym etapie pojawi się możliwość wymiany danych kontaktowych. 

Projekt jest obecnie w fazie początkowych testów. Czy odniesie sukces? Poprzednie randkowe przedsięwzięcia Facebooka nie cieszyły się dużą popularnością, zatem wnioski nasuwają się same. 🙂

Przyszłość like’ów w mediach społecznościowych

W ostatnim czasie pojawiło się sporo doniesień dotyczących „polubień/łapek/serduszek” pod treściami w social mediach. 

Z początkiem miesiąca YouTube poinformował, że rozpocznie testowe ukrywanie dislike’ów pod filmami twórców. Jak twierdzi portal, głównym celem jest zapobieganie zorganizowanym atakom na twórców. Liczba łapek w dół zostanie ukryta tylko dla widzów.

Natomiast Instagram, po niemal dwuletnich testach związanych z ukrywaniem liczby serduszek pod postami, postanowił dać użytkownikom wybór.

Dzięki nowemu rozwiązaniu mają się pojawić następujące opcje:

Co ciekawe, dyrektor Instagrama (Adam Mosseri) na swoim niedawnym live poinformował, że ukrywanie reakcji będzie również testowane na Facebooku.

Teoretycznie ukrywanie polubień ma na celu m.in. skłonić użytkowników do samodzielnego podejmowania decyzji i wyrabiania opinii na temat danej treści, ponieważ niewątpliwie bardzo często kieruje nimi reguła społecznego dowodu słuszności, a nie własna refleksja. 

A Wy co sądzicie o takich krokach serwisów społecznościowych? Skorzystacie z opcji ukrywania polubień na IG?

Więcej informacji: Social Media Today

Zawód: rodzic na pełen etat

Choć urlop macierzyński, tacierzyński lub wychowawczy jest zupełnie normalnym zjawiskiem, wciąż przysparza on problemów, szczególnie gdy rodzic zapragnie powrócić na rynek pracy.

Co wpisać w CV? Jak wyjaśnić tę zawodową lukę?

LinkedIn postanowił wprowadzić drobną, ale istotną opcję, która nieco ułatwi uzupełnianie życiorysu na tym portalu. Na liście zawodów pojawi się wariant “Stay-at-home parent”, czyli rodzic w domu. Dzięki temu będziemy mogli w jasny sposób dać znać rekruterom i pracodawcom, czym spowodowana była przerwa w pracy zawodowej. 

Nowe możliwości monetyzacji działań na Pintereście

Ostatnimi czasy biznesowe oblicze Pinteresta zmienia się coraz dynamiczniej!

Tym razem portal ogłosił nowość: fundusz dla twórców, który pomoże im zarabiać na publikowanych treściach. Na początek Pinterest przeznaczy na ten cel 500 tys. dolarów, a środki otrzymają wybrani twórcy z niedostatecznie reprezentowanych środowisk.

W serwisie pojawi się również możliwość moderacji komentarzy poprzez ich usuwanie, przypinanie oraz filtrowanie słów kluczowych.

Źródło: Engadget & Socialpress

Pandemia. Covid. Koronawirus. Obostrzenia. Lockdown. Dezynfekcja. Choroby współistniejące. Kwarantanna… Ciężko w to uwierzyć, ale nieco ponad rok temu albo w ogóle nie korzystaliśmy z tych słów, albo pojawiały się one w naszej codziennej komunikacji sporadycznie. W ostatnich miesiącach rzeczywistość przekształciła się na wielu płaszczyznach: społecznej, prywatnej, zawodowej.  Jak nasze życie zmieniło się komunikacyjnie? Cóż, niemal cała aktywność przeniosła się do sieci, a marki (również te bardzo konserwatywne) musiały zaprzyjaźnić się ze światem wirtualnym i digitalem.

Wątek działań PR-owych interesuje mnie szczególnie, dlatego od początku trwania pandemii z uwagą śledzę i „kolekcjonuję” działania komunikacyjne marek, firm i instytucji – w social mediach, ale nie tylko. Na swoim firmowym Facebooku  i LinkedInie , przez kilkanaście tygodni prowadziłem specjalny cykl „🎖 #OKO 👀, czyli Order Komunikacji Okołowirusowej”, przyznając to wirtualne wyróżnienie twórcom najlepszych i najciekawszych pomysłów komunikacyjnych „czasów epidemii”.

Jestem zwolennikiem tezy, że trudne sytuacje i kryzysy często wydobywają z nas to, co najlepsze. Dlatego już na początek mały spoiler alert: uruchomiona „przez koronawirusa” kreatywność i nieprzebrane ilości dobrych pomysłów są budujące. I naprawdę warto czerpać z nich inspiracje. Być może wśród opisywanych przeze mnie przykładów znajdziecie działania swojego autorstwa? Zaczynamy!

Kryzys jako katalizator zmian

Zmieniła się zarówno komunikacja zewnętrzna, jak i – co naturalne – wewnętrzna. Wizerunkowe wyzwania związane z covidem dotykają przecież nie tylko obszarów związanych ze sprzedażą czy komunikacją z klientami, ale także tematyki komunikacji wewnętrznej i employer brandingu.

Ciekawym przykładem dobrych i spójnych działań w obu tych obszarach jest Toyota Polska. Marka od dłuższego czasu, w serii spotów radiowych, zachęca klientów do „korzystania z bezpiecznych środków transportu” – czyli samochodu. Dobry, trafiający do odbiorcy insight. Ale japoński koncern jest dla mnie także przykładem świetnych działań w kategorii PR wewnętrzny. Już na samym początku pandemii CEO marki, Pan Dariusz Mikołajczak, wystąpił w krótkim filmie opublikowanym na YouTube, w którym zwrócił się bezpośrednio do pracowników firmy (a jest ich w Polsce niemal 3 tys.). Szczerze i prosto z mostu podkreślił on w tym wystąpieniu kluczowe wyzwania na czas pandemii, które podsumować można kilkoma cytatami:

Prawie 6 tysięcy wyświetleń to niezły wynik, jak na komunikację skierowaną stricte do pracowników, zaś samo działanie (słowa wsparcia i konkretny plan nakreślony przez szefa) oceniam bardzo pozytywnie pod względem wizerunkowym. Nie bez kozery Toyota oceniana jest od lat jako przyjazny pracodawca.

Jak robią to najwięksi…

Duże i znane marki w dobie pandemii skutecznie wykorzystują swój potencjał komunikacyjny w mediach społecznościowych i budowane przez lata zasięgi. Wśród popularnych i mocno lajkowanych postów pojawiała się Biedronka, wprowadzająca na przykład pierwszeństwo przy kasach dla seniorów.

Popularna sieć supermarketów mocno postawiła na działania filmowe – najpopularniejszym z filmików był opublikowany 6 kwietnia ubiegłego roku spot pt. „Bądźmy blisko, nawet gdy jesteśmy daleko”. Twórcy dobrze odczytali społeczne emocje i dostroili się do nastrojów. Efekt? 714 tys. wyświetleń na FB.

Nieco mniej popularny, ale ważny wizerunkowo, był film w którym wystąpił zarząd spółki – dziękując pracownikom i zapewniając klientów o staraniach dotyczących bezpieczeństwa i ciągłości dostaw (207 tys. wyświetleń).

Na pochwałę zasługuje marka Rossmann, który również zapewniał o ciągłości dostaw i zachęcała do korzystania z (dezynfekowanych regularnie) kas samoobsługowych. Ta sieć drogerii również ruszyła z działaniami „pandemicznymi” szybko i konkretnie.

W pamięci utkwił mi opublikowany na YT i FB film, w którym przedstawicielka sieci w sposób klarowny i spokojny wyjaśnia zasady i wskazówki dotyczące bezpieczeństwa klientów i pracowników. Wszystko jest tu zrozumiałe, jasne, dobrze opowiedziane i pokazane, a całość trwa 90 sekund. Wielki plus za to, że mówi do nas prawdziwa sprzedawczyni, dzięki czemu dodatkowo wzrasta wiarygodność przekazu. Filmik miał aż 311 tys. wyświetleń i prawie wyłącznie pozytywne reakcje.  

W pandemii, pod względem dopracowanych kreacji i świetnych pomysłów na komunikację w social mediach, tradycyjnie można liczyć na gigantów.

I tak na przykład zawsze aktywna IKEA przedstawiła popularną instrukcję ułatwiającą nam pozostanie w domu – w swoim, niepowtarzalnym stylu. Post, rzecz jasna, stał się viralem i zapewne widzieliście go w sieci nieraz.

Marka reagowała w social mediach również na bieżące kryzysy. Kiedy jeden z popularnych polskich aktorów narzekał na konieczność noszenia maseczki w IKEA, brand stworzył prostą instrukcję przypominającą, że zakupy bez maseczki można zrobić w szwedzkiej sieci bez problemu. Oczywiście online.

Jak zawsze (no ok, prawie zawsze…) mogliśmy liczyć na ciekawe kreacje od Burger Kinga. Podczas pierwszego lockdownu francuski oddział marki wpadł na prosty, utrzymany w duchu DYI, pomysł: instrukcję stworzenia swoich sztandarowych produktów w warunkach domowych. Fani marki zareagowali entuzjastycznie (szybko zebrało się ponad 19 tys. udostępnień i 37 tys. komentarzy). Komunikacji graficznej towarzyszyły filmy z przepisami:

• Whopper

• Steakhouse

• Big Fish

Cała akcja była zarówno fantastycznym zabiegiem PR (dystans do siebie, wsparcie przekazu #stayhome), jak i viralowym.

…i ci mniejsi

Budowanie dobrego wizerunku to proces, który wymaga wielu składników – niekoniecznie zaś wysokich budżetów. Doskonałych przykładów skutecznych działań PR i umiejętnego wykorzystania w tym celu siły mediów społecznościowych szukać możemy nie tylko wśród „dużych i bogatych”. Przykłady? Rzućmy okiem na dwie „marki miejskie”.

Od dawna uważam, że Łódź ma najciekawszy profil na FB wśród polskich miast – choć oczywiście zdarzają się tam i kontrowersje. Jednak w przypadku „działań pandemicznych” Łódź staje na wysokości zadania. Prowadzący miejski profil świetnie wykorzystali na przykład słynne łódzkie murale, generując w ten sposób wielkie zasięgi i poprawiając humor nie tylko łodzianom:

Znane ze specyficznego poczucia humoru łódzki profil facebookowy w ciekawy sposób rozprawił się również (i to w jednym poście!) z chyba wszystkimi teoriami spiskowymi związanymi z wirusem Covid-19, wplatając w całość oczywiście wątek miejski. Moim zdaniem to majstersztyk:

Na nieco innym biegunie, jeśli chodzi o tonalność i styl, jest ambitne miasto z Dolnego Śląska: Wałbrzych. Od samego początku pandemii na miejskich kanałach w social mediach (głównie na profilu prezydenta Romana Szełemeja) postawiono na naturalną, spokojną i wiarygodną komunikację. Kiedy wiosną ubiegłego roku, zamknięci w domach, kilka razy dziennie słyszeliśmy przez okno policyjny komunikat: „Uwaga, uwaga! Policja informuje. Mamy stan epidemii. Zostań w domu…” Wałbrzych zrobił to inaczej, po swojemu. Ów apel/komunikat nagrał właśnie prezydent miasta. I brzmi on zupełnie inaczej, „po ludzku”. Posłuchajcie:

I choć rekordów nie pobił, takie drobne działania składają się na większy obraz działań miasta, które prowadzi – zwłaszcza w dobie pandemii – bardzo przejrzystą politykę informacyjną.

Szełemej niemal codziennie przedstawia najświeższe informacje dotyczące epidemii w mieście i regionie – dosłownie z pierwszej linii frontu. Przykład filmowy:

Swoją drogą, ostatnio o Wałbrzychu znów było głośno w mediach, a to za sprawą świetnej organizacji punktu szczepień, który stanowić może wzór dla innych polskich miast i regionów. Po prostu: szacun dla Wałbrzycha!

Humor i rozładowanie napięcia

Sieć kocha humor, odważne kreacje, virale. Nie brakuje ich rzecz jasna przy okazji „okołokoronawirusowej” – również w działaniach marek. Jedną z moich ulubionych kreacji, pozytywnie wpływającą na wizerunek sklepu, była niezwykła promocja w wykonaniu x-kom.pl.

 Pamiętacie ubiegłoroczną (chwilową, ale jednak) panikę związaną z wykupywaniem towarów ze sklepowych półek? W tę emocję wpisywała się oferta „amazing papieru toaletowego” do którego – gratis! – dołączany był czytnik Kindle 10… Niestety wszystkie 80 pakietów promocyjnych rozeszło się jak świeże bułeczki. Archiwalną już ofertę (wraz z możliwością podglądu produktu w 360°) możecie obejrzeć na stronie (klik), a wzbudzający zrozumiały entuzjazm post znajdziecie tu:

W pamięć zapadła mi także kampania przeprowadzona przez Pracuj.pl, które – w serii postów na FB – uświadamiało nam, że większość z nas „jedzie na jednym wózku”: łączymy pracę zdalną z obowiązkami domowymi. Gromkie brawa za umiejętne wykorzystanie humoru w komunikacji. Lajki i zasięgi pokazują, że Pracuj.pl „umie w internety”:

Czas odpowiedzialności marek

Humor humorem, ale Covid-19 pokazał, jak ważna – również z wizerunkowego punktu widzenia – jest dla marek rola CSR-u i społecznej odpowiedzialności. Media społecznościowe dały oczywiście świetną platformę do komunikowania tego typu historii. A było (i jest) ich naprawdę wiele. Przykłady?

Grupa Neuca to lider w hurtowej dystrybucji farmaceutyków, dostarczający leki do niezależnych aptek w całej Polsce. Od początku kryzysu pandemicznego toruńska firma prowadzi aktywne działania komunikacyjne i pomocowe. Zaimponowała mi ich postawa, którą brand opisał hasztagiem #niezarabiamynakryzysie. Jak pisał sam producent:

„Neuca realizuje interwencyjne zakupy i sprowadza certyfikowane trójwarstwowe maseczki drogą lotniczą. Ograniczając marżę, oferujemy te maseczki aptekom w cenie umożliwiającej ich sprzedaż pacjentom w najniższej na rynku polskim cenie”.

Neuca prowadzi aktywne i dobre działania w social mediach, nie zapominając także o stronie internetowej, gdzie zamieszcza kompendia i poradniki.

Pozytywnych przykładów działań pomocowych ze strony marek, komunikowanych w mediach społecznościowych, można mnożyć godzinami: Polpharma (zakup stu respiratorów dla polskich szpitali), ING Bank Śląski  (4 mln zł na pomoc szpitalom), Circle K (darmowe ciepłe napoje dla służb), Śnieżka (zakup sprzętu dla szpitali na Podkarpaciu), Aviva (ubezpieczenia dla służb medycznych), FREE NOW (bezpłatne dojazdy do pracy oferowane służbom medycznym itd.

Nie sposób zliczyć wszystkich działań i akcji. Myślę, i jest to niezwykle budujące, że marki bardzo szybko zrozumiały, iż pomaganie w kryzysie powinno być czymś naturalnym – nie tylko wpływającym pozytywnie na ich wizerunek, ale po prostu działaniem wynikającym z ich obecności w życiu społecznym i ekonomicznym. Z komunikacyjnego punktu widzenia: na palcach jednej ręki mógłbym policzyć „wtopy” i działania nietrafione. I to również bardzo mnie cieszy.

Na koniec nadzieja – nadzieja wspólna dla nas wszystkich. Niech 2021 będzie schyłkiem pandemii. Komunikacyjnie, również w mediach społecznościowych, nauczyliśmy się wiele: odkryto nowe pokłady kreatywności, wzajemnej solidarności, poszerzania wiedzy. Nauczyliśmy się korzystać z nowych narzędzi. Ale… Dobrze byłoby się na chwilę odłączyć i spędzić dwa tygodnie na plaży, prawda? Tego sobie i Państwu życzę. Bądźmy zdrowi!


Bartosz Dembiński – PR-owiec, trener i wykładowca, specjalista w dziedzinie szeroko rozumianej komunikacji. Ma dwunastoletnie doświadczenie w public relations i marketingu. Przez niemal osiem lat był rzecznikiem prasowym jednej z najlepszych polskich uczelni – Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, a przez ponad dwa lata copywriterem w agencji reklamowej Hand Made. Od kilkunastu miesięcy prowadzi własną firmę – Bartosz Dembiński PR•Komunikacja.

Projektuje komunikację, szkoli i doradza firmom i instytucjom. Wśród jego klientów są m.in. Fabryki Mebli FORTE, KLER, Urząd Miejski w Wałbrzychu, ZUS, Śnieżka, Ebury czy Mardom.

Na AGH stworzył od podstaw nagradzane i znakomicie oceniane przez dziennikarzy biuro prasowe. Prowadzony przez niego profil AGH na Facebooku był najbardziej angażującą stroną (spośród wszystkich polskich uczelni) przez kilka lat. Zdobył kilka branżowych nagród (m.in. Grand Prix w konkursie „Kryształy PR-u” 2015 ). Jako trener przeprowadził kilkanaście szkoleń z zakresu m.in. PR kryzysowego, wystąpień publicznych czy komunikacji marek w mediach społecznościowych. Prowadzi zajęcia z przedmiotu „Media relations” w Instytucie Przedsiębiorczości Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ, wykłada również na studiach podyplomowych na Wydziale Zarządzania AGH.  

Mój pierwszy, a 83. Tygodnik SMN to miks tematów: od pożegnania z ważnym narzędziem do analizy na Facebooku, przez aplikacje dla byłych więźniów i nowe opcje reklamowania na Pintereście. Jesteście ciekawi? Zapraszam do lektury!

Koniec Facebook Analytics!

Facebook Analytics będzie dostępny tylko do 30 czerwca. Po tej dacie będziemy musieli korzystać z innych narzędzi do analizy. Większość komentatorów twierdzi, że decyzja ma związek z aktualizacją iOS 14 i problemem w odczytaniu danych.

Korzystaliście? A może zamierzacie pożegnać się bez żalu?

Źródło

Specjalna aplikacja dla byłych więźniów

Mark Zuckerberg często podkreśla, że zależy mu na przeciwdziałaniu wykluczeniu grup społecznych zagrożonych marginalizacją, a taką grupą są niewątpliwie więźniowie. Nowa aplikacja o nazwie The Re-Entry App ma pomóc im w adaptacji do nowej rzeczywistości.

Informacja ta wyszła podobno przypadkowo. Na Instagramie pewnej grupy osób pojawiło się zaproszenie do testów, co miało być wynikiem błędu.

“To miał być tylko test wewnętrzny i usunęliśmy powiadomienie, gdy tylko dowiedzieliśmy się, że zostało na krótko uruchomione zewnętrznie”

– przyznała rzeczniczka Facebooka.

Nie wiadomo, czy aplikacja pomoże więźniom w kontaktach z innymi, czy zapewni np. pomoc psychologa czy terapeuty. Zastanawiam się, czy w jakiś sposób nie połączy byłych więźniów, co oczywiście może rodzić pewne obawy. Na razie nie znamy żadnych szczegółów dotyczących wyglądu i działania tejże aplikacji. 

Źródło

Wersje robocze Stories na Instagramie

Już niebawem będziemy mogli zapisywać nasze filmy czy zdjęcia w wersji roboczej w specjalnym folderze. Opcja ta na pewno spodoba się osobom, które przygotowują relacje na co dzień i nie mają czasu na ich natychmiastową edycję i publikację. 

Myślę, że większość z nas już przyzwyczaiła się, że Stories są coraz bardziej dopracowane i nie oczekuje, że są one dodawane w czasie rzeczywistym. Dlatego oceniam tę funkcjonalność jako bardzo przydatną.

Źródło.

Bezpieczeństwo w grupach czy cenzura?

Facebook opublikował aktualizację zasad i zabezpieczeń, w której przedstawia pewne ograniczenia dla grup politycznych i obywatelskich. 

Jeśli członkowie danej grupy będą łamać standardy społeczności, to spotkają się z szeregiem ograniczeń związanych z jej widocznością i możliwością zapraszania nowych użytkowników. Dodatkowo administratorzy i moderatorzy grup będą tymczasowo zobowiązani do akceptowania wszystkich nowych postów. W przypadku nagminnego łamania zasad grupa będzie usunięta.

Czy Facebook w ten sposób chce ocenzurować grupy? Wkrótce przekonamy się, jak nowe zasady wpłyną na ich działanie w naszym kraju.

Źródło

Nowe naklejki

Lubicie odpowiadać reakcjami na Stories? Jeśli tak, to na pewno spodoba Wam się obecnie testowana opcja Instagrama. 

Aktualnie mamy tylko kilka prostych emotikon, co może nieco zawężać nam możliwość wyboru i dokładnego wyrażenia swoich emocji. Instagram przygotował wideo, na którym dokładnie pokazuje, jak nowe naklejki miałyby wyglądać. Będą podzielone na 4 kategorie: happy, love, funny and sad. 

Playlisty na TikToku

Na Tiktoku, podobnie jak na YouTubie, będzie można tworzyć playlisty. Na początku będą dostępne dla kont biznesowych oraz profesjonalnych, ale twórcy tej popularnej aplikacji zamierzają ją rozszerzyć na wszystkich użytkowników. Listy będzie można wykorzystać na wiele sposobów – marki np. będa mogły przygotować tutoriale, a pozostali twórcy wykorzystać jako inspirację i zachęcić do odtworzenia większej ilości filmów.

Do list będzie można dodawać tylko filmy publiczne, a nazwa naszej playlisty będzie się wyświetlać każdemu, kto odwiedzi nasz profil. 

Źródło

TikTok: automatyczne odpowiedzi 

Kolejna funkcjonalność TikToka ułatwi życie twórcom. Automatyczne odpowiedzi znane są między innymi z Facebooka i często ułatwiają komunikację z użytkownikami. Będzie można utworzyć „Welcome message” oraz wiadomości ze słowami kluczowymi. 

Nowe opcje reklam na Pintereście

A na Pintereście nowość! Pinterest na podstawie swoich badań wyróżnił 8 nowych typów podróżników, aby reklamodawcy mogli lepiej do nich dotrzeć. Wszystkie typy są już dodane do ich narzędzia reklam, a podejrzeć je możecie na poniższym screenie. 

Źródło

Czym jest social commerce i czy rzeczywiście już teraz można mówić, że jest to hit 2021 roku? Poniżej przeczytacie artykuł ekspercki Macieja Grada, Online Marketing Managera.

Na początku każdego roku marketingowe media internetowe na całym świecie prześcigają się w publikacjach trendów na bieżący rok. To zjawisko można dostrzec również na polskim gruncie. Różnica jest taka, że w USA prowadzone są szerokie badania w tym zakresie, natomiast reszta świata stara się przełożyć te wyniki na swój rodzimy rynek.

Badania „zza wielkiej wody”

Amerykańscy specjaliści do spraw marketingu i dziedzin pobocznych analizują sytuację i prognozują trendy na rok bieżący w oparciu o badania z roku poprzedniego. 

Tutaj należy postawić kropkę i zadać pytanie: czy warto sugerować się takimi badaniami i przekładać wyniki “zza wielkiej wody” na rynek polski – mając na uwadze opóźnienie oraz różnice chociażby w funkcjonowaniu branży e-commerce?

We wstępie chciałbym zatem zaznaczyć swoje krytyczne podejście do polskich publikacji bazujących na wynikach amerykańskich. Nie widzę sensu w podejmowaniu decyzji z zakresu strategii marketingowej na podstawie wyników, które, z dużym prawdopodobieństwem, nie korelują z realną sytuacją w Polsce.

Czego dowiesz się poniżej?

Czym jest social commerce?

Gdy na początku tego roku przeczytałem informację, że social commerce będzie trendem na 2021 rok, to nie powiem, zdziwiłem się. Podejrzewam, że nie jako jedyny.

Moje pierwsze skojarzenie było takie, że social commerce to po prostu sklep na Facebook’u czy Instagramie. Z przekąsem zapytałem kilku marketerów o hasło “social commerce”. Ich odpowiedzi mnie uspokoiły i zarazem zaniepokoiły. Z jednej strony okazało się, że nie jestem jedyny, który tak odebrał znaczenie tej nazwy. Z drugiej strony pomyślałem, że osoby, które stawiają swoje pierwsze kroki w marketingu już sieją fake newsy bez opamiętania na swoich “fachowych” stories. Zatem do sedna. Czym jest to enigmatyczne połączenie social media i e-commerce?

Źródło: Opracowanie własne.

W zasadzie wszystkie zjawiska, które wpływają na decyzję zakupowe w e-commerce przy pomocy social możemy wrzucić do worka o nazwie “social commerce”.

To jest to po prostu wpływ portali społecznościowych na zwiększenie zysków w sprzedaży internetowej. Ukonkretniając social commerce to:

Mówi się, że firma, która nie posiada fanpage’a na Facebook’u – nie istnieje. Poszedłbym dalej z tym stwierdzeniem. Fachowe działania z zakresu budowania relacji i dobrego wizerunku w social mediach, sprytne osadzenie produktów w contencie, właściwe linkowanie produktów oraz integracja ze swoim e-commerce – skracają proces, proces od pierwszego kontaktu z produktem do jego zakupu, a to przekłada się na zwiększenie zysków.

Social commerce w pewien sposób jest dla mnie konkurencją dla SEO. Jednak, gdy połączymy oba te procesy, to zyski się spotęgują, a nie mnożą (efekt synergii).

Nie wszystkie z wyżej wymienionych funkcji social commerce działają świetnie od razu, przecież wiele osób próbowało sprzedawać w facebookowym sklepie bez wyraźnych efektów. Natomiast sytuacja tu jest podobna do tworzenia i funkcjonowania contentowo dobrze zaprojektowanych stron internetowych. Jeżeli całości nie wzmocnimy dobrym storytellingiem i mnogością contentu tak, jak w SEO słowami kluczowymi, to nikt do tego sklepu nie trafi. Co gorsza, może klient znajdzie sklep, ale zrazi się brakiem opisanych kategorii produktów, informacji o bezpieczeństwie transakcji, wysyłki itd. W takim przypadku nawet płatne działania przepalą nam budżet.

Zalety i wady social commerce

Do najważniejszych plusów pozyskiwania nowych klientów kanałem social media jest precyzyjność grup odbiorców. To z jednej strony szerokie możliwości płatnego docierania do potencjalnego klienta, gdzie narzędzia reklamowe pozwalają nam określić grupę odbiorców bardzo zbliżoną do person naszych klientów. Z drugiej strony już sama mnogość obecnie istniejących aplikacji i portali społecznościowy pozwala w organicznych działaniach dobrać narzędzia pod kątem tego, gdzie nasz potencjalny klient może spędzać czas. Bardzo ważne jest dostosowanie nie tylko narzędzia, ale też języka komunikacji.

Kolejną zasadą są wcześniej wspomniane nowe technologiczne możliwości typu social login czy integrację narzędzi social media z e-commerce, co ułatwia zarządzanie magazynem, cenami zniżkami itd. Wszystkie technologiczne ułatwienia zmniejszają ilość kroków zakupowych, co, jak wiadomo, zwiększa szansę na finalizację zakupu. 

Ogromne zasięgi social mediów i czas, który jego konsumenci spędzają na surfowaniu po wirtualnym świecie, nie jest rzeczą, obok której można przejść obojętnie. To niewątpliwie duża szansa na pojawienie się w umyśle klienta, który bez social mediów, nigdy by nas nie poznał. Uważam, że dużo łatwiej jest promować markę w social media niż za pomocą działań SEO, pomijając już fakt trudności prowadzenia działalności offline.

Pixele i inne kody śledzące w połączeniu z social media dają nam szansę na dziesiątki nowych kombinacji remarketingowych oraz remarketing związany z bezpośrednią działalnością w social media typu: fani marki.

Łatwa mierzalność działań i szybka informacja zwrotna czy działania w social media mają sens i są niewątpliwym ułatwieniem i plusem.

Kolejną zaletą są oczywiście reklamy płatne, “look a like” i narzędzia typu Audience Insight. To ostatnie narzędzie jest świetne również w doszlifowywaniu swoich targetów, w poznawaniu nowych zachowań klienta i delikatnym benchmarkingu. 

Do minusów social commerce możemy niewątpliwie zaliczyć ogrom informacji, który jest w każdej sekundzie produkowany w tej przestrzeni. Skończyło się już Eldorado. Organiczne zasięgi spadły, a wyniki osiągną tylko Ci, którzy zainwestują i będą w pewien sposób nietuzinkowi w kreacji i szablonowi w kontekście zasad świata social media. Ciężko również zapanować nad wszystkimi negatywnymi komentarzami, które nie zawsze są uzasadnione. Łatwo więc „uzyskać” negatywny odbiór przyszłego nabywcy.

Fakty i statystyki Social Commerce:

Tak wyglądają w skrócie statystki z rynku amerykańskiego. Czy można je przełożyć bezpośrednio na nasz rodzimy grunt? Na pewno nie. Sposób konsumpcji social media, zaufania do technologii e-commerce, płatności internetowych czy nawet komunikacja brandów z klientami w USA zdecydowanie różni się od polskiej przestrzeni e-commerce. Natomiast są to wyniki, które mogą prognozować część zmian w Polsce.

Oczywiście dropy w stylu Nike i Snapchat to współpraca, która przynosi dobre efekty. Klienci coraz częściej szukają informacji o produktach w social mediach itd. Na polskim rynku ta sytuacja będzie podobna (procentowy wzrost), ale na inną skalę. Oczywiście wszystko zależy też od grupy odbiorców.

Co wiemy o polskim rynku?

Do takich badań lubię wykorzystywać narzędzie Similarweb. Zobaczmy, jak wygląda sytuacja w przypadku moich ulubionych case’ów e-commerce czyli eobuwie.com.pl i Zalando. Od razu przestrzegam przed zero-jedynkowym traktowaniem tych statystyk, potraktujmy je na tym etapie, jako pewną reprezentację całości (case study).

Po wpisaniu haseł: “eobuwie.com.pl” i “zalando.pl” otrzymujemy następujące wyniki:

Direct —  28,17%, Referrals —  4,36%, Search — 40,66%, Social  8,62%, Mail —  4,47%, Display — 13,73%

Facebook – 85,61%, YouTube —  10,37%, Facebook Messenger —  1,88%, LinkedIn —  0,47%, Twitter —  0,35%,

Direct —  48,03%, Referrals —  3,86%, Search —  35,75%, Social  12,95%., Mail —  5,17%, Display —  0,25%

Faceobok — 86,21%, YouTube — 10,11%, Facebook Messenger — 1,60%, Twitter —  0,59%, Instagram —  0,51%.

Warto dodać, że Zalando jest numerem jeden w swojej kategorii w Polsce, a Eobuwie plasuje się tuż za podium, na 4 pozycji. Branża oczywiście modowa.

Tutaj ważna dygresja na temat opłacalności budowania contentu na TikToku i wielkiej mocy sprzedaży na Instagramie, jeśli jest budżet i czas – czemu nie? Jeśli nie ma, to proponuję skupić się na Facebook’u – statystki pokazują, że zdecydowanie ten serwis społecznościowy nie umiera. 

Analizując jeszcze wyniki Eobuwie i Zalando. To są wyniki przekierowań, nie zakupów. Skupiając się tylko na tych wynikach widać, że social media wysyłają bezpośrednio na te strony 10% ruchu. Mało? Ogromnie dużo, jeśli Wasza firma nie działa solidnie w social media, to już wiecie, jak wygenerować minimum 10-procentowy wzrost obrotów.

Jaka jest przyszłość kanału sprzedaży z wykorzystaniem social mediów?

Według mnie social commerce jest trendem od wielu lat, nie jest wcale hitem na rok 2021. Wskaźnik wzrostu przewidywany na kolejne lata pokazuje, że przyszłość tej gałęzi handlu elektronicznego rysuje się w „słonecznych barwach”. Co więcej, social commerce jest tak szerokim zjawiskiem, że skoki w tendencji wzrostowej mogą się pojawiać. Wystarczy, że powstanie nowa aplikacja społecznościowa lub obecnie istniejący Facebook wprowadzi nową rewolucjonizującą funkcję.

Media społecznościowe weszły na stałe do naszego świata, tak samo jak szeroko pojęty e-commerce – tutaj, moim zdaniem, będą tylko delikatne i elastyczne “liftingi” z ukierunkowaniem do odpowiednich platform. Czy to będzie SaaS, czy Open Source, czy Allegro, czy Amazaon, czy Facebook, czy Instagram, czy zaczepnie pisząc, Clubhouse…  


Jeśli zainteresował Cię ten tekst, zajrzyj na social media Macieja Grada:
Instagram: PanMarketing.pl
Linkedln: https://www.linkedin.com/in/maciejgrad/
Facebook: https://www.facebook.com/gradmaciej

Informacje statystyczne pochodzą z:

32 Stunning Social Commerce Statistics for 2020

Social Commerce 2021

SimilarWeb

Początek tego roku zaczął się intensywnie. Zaostrza się konflikt między wielkimi korporacjami a państwami, mowa tutaj na przykład o działaniach Facebooka i Google’a w kontekście polityki australijskiej. Na rynku pojawił się również nowy start-up, który już teraz podbija świat social mediów. Właśnie o tym przeczytacie w naszym najnowszym tygodniku! A na deser dorzucamy kilka newsów z Instagrama i TikToka. To co? Gotowi? Zapraszamy do lektury.

Clubhouse wchodzi na salony

Jeśli interesujecie się branżą marketingową, z pewnością słyszeliście już najgorętsze słowo ostatnich tygodni: Clubhouse. Aplikacja wydaje się dość nietypowa w swojej prostocie – opiera się bowiem wyłącznie na czacie głosowym, co może zaskakiwać w dobie wszechobecnych treści audiowizualnych.

Okazało się jednak, że doskonale odpowiedziała na potrzeby wszystkich spragnionych kontaktu i spotkań w dobie lockdownu.

Clubhouse gwałtownie zyskał na popularności, gdy w pokojach konferencyjnych dyskusje zaczęły prowadzić osobistości takie, jak Elon Musk, Kanye West czy Oprah Winfrey.

Możliwość bezpośredniej rozmowy z gwiazdami czy biznesmenami przyciągnęła mnóstwo osób. W tym miesiącu liczba użytkowników aplikacji przekroczyła już 2 mln, a Clubhouse jest wyceniany na 1 mld dolarów.

Popularność podsyca również reguła niedostępności – na ten moment aplikacja jest dostępna wyłącznie dla systemu iOS, a samo założenie profilu to jeszcze nie wszystko. Aby otrzymać bezpośredni dostęp do aplikacji, należy otrzymać zaproszenie od innego użytkownika.

Jak to wygląda?

Gdy założysz konto na Clubhousie, otrzymujesz na start dwa zaproszenia do rozdysponowania. Możesz je przesłać SMS-em osobom, które znajdują się na liście kontaktów w twoim telefonie.

Przydział kolejnych zaproszeń do rozdania skorelowany jest z aktywnością w aplikacji: jeśli uczestniczysz w rozmowach, zakładasz pokoje, followujesz nowe osoby, z czasem dostaniesz nowe zaproszenia.

Jeśli nie wiesz, od kogo mógłbyś zdobyć zaproszenie, polecam facebookową grupę Clubhouse Polska 👉 www.facebook.com/groups/254658046022909.

Instagram „zablokuje” treści z TikToka

Rzadko się zdarza, by platformy social media oficjalnie informowały o zmianach w algorytmie. Tym razem jednak Instagram postanowił dać znać użytkownikom o zmianach w kwestii Instagram Reels.

Algorytm będzie weryfikował publikowane materiały – filmy pochodzące z TikToka nie będą premiowane i nie trafią jako proponowane treści do użytkowników.

Instagram zaleca także umieszczanie filmów w orientacji pionowej z muzyką z biblioteki IG lub ścieżką dźwiękową z Reels.

Więcej informacji: https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/algorytm-instagram-nie-chce-u-siebie-tresci-z-tiktoka-blokada-dlaczego

Agresywny ruch Facebooka wobec działań australijskiego rządu

W czwartek, 18 lutego, Australijczycy, którzy przeglądali rano Facebooka, zorientowali się, że nie mają na tej platformie żadnego dostępu do informacji prasowych. Co więcej internauci z całego świata nie mogą już zamieszczać linków, które kierują do zewnętrznych australijskich serwisów. Facebook zablokował dostęp do informacji publikowanych przez wydawnictwa prasowe oraz instytucje rządowe. To forma protestu przeciwko zapowiadanej przez australijski rząd ustawie, która ma wprowadzić regulacje na rynku cyfrowym.

Regulacje miałyby zmusić największe platformy społecznościowe do zawarcia umów z wydawnictwami. W efekcie Facebook musiałby zapłacić –władze Australii chcą położyć kres darmowemu wykorzystywaniu treści np. dziennikarskich,

Nie jest to pierwsza taka sytuacja. Na przestrzeni ostatnich miesięcy koalicja dwóch gigantów technologicznych –  Facebooka i Google – aktywnie lobbowała za zablokowaniem tej ustawy. Gdy ich starania nie przyniosły zakładanych efektów, Google zagroził wycofaniem się z Australii. Mimo tego premier australijskiego rządu, Scott Morrison, nie ustąpił, co więcej zapowiedział współpracę z innymi państwami. Cel? Wprowadzenie podobnej legislacji również w UE. Google postanowił ustąpić i zaczął zawierać umowy z australijskimi wydawnictwami. Czy Facebook odpuści? Okaże się w najbliższym czasie…

YouTube Shorts vs TikTok

W kwietniu 2020 YouTube wprowadził format Shorts, jako odpowiedź na blokadę TikToka w Indiach. Również w tym roku serwis ewidentnie nie daje za wygraną i chce rozwijać ten segment, wprowadził bowiem specjalne raporty. Co 2 tygodnie będzie informował w nich o aktualizacjach, najświeższych trendach i wskazówkach dla twórców.

Źródło: https://socialpress.pl/2021/02/youtube-chce-zastapic-tiktoka-i-wprowadza-nowy-raport-dotyczacy-krotkich-wideo 

Czy Facebook ograniczy treści polityczne?

Facebook coraz częściej uznawany jest za medium, które przyczynia się do zwiększenia podziałów w społeczeństwie i stanowi doskonałą platformę do szerzenia fake newsów. Spotyka się to z coraz większym sprzeciwem (szczególnie w Stanach Zjednoczonych), dlatego Facebook postanowił wyjść naprzeciw oczekiwaniom użytkowników.

Źródło: https://about.fb.com/news/2021/02/reducing-political-content-in-news-feed/ 

Serwis zapowiedział test polegający na ograniczeniu wyświetlania treści politycznych w aktualnościach – na początek w Stanach, Kanadzie, Brazylii i Indonezji. Ruch PR-owy Facebooka czy wstęp do realnych zmian? Na odpowiedź trzeba będzie jeszcze poczekać.

Jak założyć sklep internetowy? Od czego zacząć? Co to jest model dropshippingowy? Jak osiągnąć sukces i generować duże zyski? Poniżej znajdziecie naszą rozmowę z Tomaszem Niedźwieckim, twórcą platformy TakeDrop. 

Zaczęło się niewinnie. Na studiach Tomek importował rzeczy z Chin, a następnie sprzedawał je na polskim rynku. Z czasem założył swój własny sklep internetowy. Dziesięcioletnie doświadczenie w branży e-commerce pozwoliło mu zrobić krok dalej. Stworzył platformę do tworzenia sklepów w modelu dropshippingowym, TakeDrop. 8 milionów złotych – aż tyle nasz rozmówca wydał w ostatnich latach na reklamę na Facebooku. Jak do tego doszło?

Rozmowę przeprowadził Piotr Chmielewski, CEO Social Media Now.


Piotr Chmielewski: Od czego zaczęła się Twoja przygoda z e-commercem?

Tomasz  Niedźwiecki: Na studiach zajmowałem się importowaniem produktów z serwisu Aliexpress i ich sprzedażą. Czyli znajdowałem produkty w Internecie, które w Polsce można było sprzedawać drożej. Na początku zdecydowałem się te produkty importować, jednak szybko okazało się, że tworzenie własnego magazynu, zajmowanie się logistyką, jeżdżenie do urzędu celnego, same odprawy celne – jest bardzo kłopotliwe, szczególnie dla osoby na studiach.

Wyobrażam sobie. Czyli było to dobre rozwiązanie tylko na samym początku?

Tak, w naszym sklepie mieliśmy 140 tysięcy produktów… i de facto sami nie wiedzieliśmy, co sprzedajemy. Produkty były pobierane z serwisu Aliexpress automatycznie i przydzielane do odpowiednich kategorii. Następnie były umieszczane w naszym sklepie, a później w feedzie produktowym Facebooka. Im wyższa była kwota wydana na reklamę, tym lepiej Facebook wiedział, co i jak sprzedawać konkretnej osobie. Problematyczny był jedynie czas dostawy, na który nie mieliśmy wpływu. Jednak na dłuższą metę tworzenie stabilnego biznesu w ścisłym związku z Aliexpressem nie jest perspektywiczne. Właśnie dlatego skierowaliśmy uwagę na polskie hurtownie.

Powiedz, w takim razie, czym właściwie jest dropshipping?

(śmiech) Znajomym mówię, że zajmuję się sprzedażą rzeczy, których nie mam. Dropshipping to tak naprawdę tylko określenie, które mówi, co się wydarzy z logistyką konkretnej paczki.To sprzedawanie rzeczy, którymi dysponują inni, ze swoją marżą. Ta marża jest naszym wynagrodzeniem za dotarcie do klienta, przedstawienie produktu. To krótko mówiąc, pośrednictwo w sprzedaży. Nie musimy mieć produktów, które sprzedajemy –  to jest właśnie ten decydujący argument, który sprawia, że dużo osób się dropshippingiem interesuje. Możemy dysponować bardzo dużymi magazynami, samemu pracując jedynie sprzed komputera. 

W tym czasie zainwestowałeś również duże środki na kampanie na Facebooku, uwaga… aż 8 milionów złotych.

Tak. Bardzo dużo się nauczyłem w tamtym czasie.

A możesz powiedzieć, skąd taki odważny ruch z Twojej strony? Jakie było Twoje nastawienie? Większość osób zaczyna swoje kampanie jednak od dużo niższych kwot, rzędu kilkuset złotych miesięcznie, maksymalnie kilku tysięcy. Rzadko kto dochodzi do kwot tego rzędu… ile to mniej więcej wychodziło?

W rekordowym miesiącu wydaliśmy ponad 500 tysięcy złotych.

Pytam, bo przecież nie miałeś gwarancji, że to będzie opłacalne…

Powiem szczerze, że ja miałem taką pewność. Zaczynałem od niskich kwot. Testowałem kampanie, zaczynając od pięćdziesięciu, stu złotych i sprawdzałem wyniki. W pewnym momencie okazało się, że to tylko kwestia dokładania zer – stopniowego skalowania budżetów.  

U nas w agencji mamy z klientami (sklepami internetowymi) taką umowę, że jeśli zwrot z wydatków na reklamę (ROAS) przekroczy 8 w danym tygodniu, to w następnym tygodniu zwiększamy budżet na reklamę na przykład o 25%. Rozumiem, że u Was działało to podobnie?

Dokładnie. Jeśli widzisz, że kampania za sto złotych zaczyna generować przychody, to wydaj na przykład dwieście, jak dwieście złotych działa, to wydaj pięćset itd. W ten sposób możesz dojść do sytuacji, w której jednego dnia wydasz dwadzieścia tysięcy złotych i jest to opłacalne. Na przykład w niedzielę patrzyłem na licznik, a Facebook w tym czasie przeprowadzał tysiące zamówień. Moim zdaniem, dużo osób boi się wydawać pieniądze, ale trzeba pamiętać, że reklamy są dźwignią handlu.

Dużo się nauczyłeś. A od czego dzisiaj byś zaczął budowanie biznesu w modelu dropshippingowym?

Zacząłbym od polskich hurtowni. Ich produkty stają się bardziej konkurencyjne w stosunku do tych z Chin. Nie tylko chodzi jakość, ale też o końcową cenę. To widać. Te produkty się sprzedają. Zwrot w kierunku polskich hurtowni, moim zdaniem, jest rozsądniejszym kierunkiem, to stabilny partner. Zwłaszcza, że to szansa na stworzenie relacji i sieci kontaktów na miejscu. Nie oznacza to rezygnacji z możliwości sprowadzania towarów z zagranicy. Możemy się przecież umówić z konkretną hurtownią, aby dany produkt sprowadziła do swojego magazynu. Stabilnym fundamentem w biznesie w tym modelu jest stabilny partner.

A TakeDrop, twoja platforma – czym jest i w czym może nam pomóc?

TakeDrop to platforma do automatyzacji sklepu internetowego, którą budujemy od 4 lat. Najpierw korzystaliśmy z platformy Woocommerce, później przeszliśmy na PrestaShop, a w momencie, w którym zaczęliśmy generować bardzo duże zyski, mogliśmy sobie pozwolić na to, żeby zacząć budować swoją własną platformę. Chcieliśmy, żeby spełniała nasze wymagania technologiczne, rozwiązywała codzienne problemy oraz usprawniała naszą działalność. Kiedy TakeDrop zaczął działać, zaczęliśmy się zastanawiać, czy nie warto podzielić się naszym doświadczeniem i czy nie udostępnić tej platformy innym osobom. To też nas dużo nauczyło, ponieważ w trakcie okazało się, że brakuje kilku ważnych funkcji. I teraz po około pół roku możemy powiedzieć, że nasza platforma jest kompletna i pozwala automatycznie w ciągu paru minut stworzyć sklep.

Utworzenie konta, integracja z hurtowniami, dodanie produktów – pierwsze kroki rzeczywiście są bardzo proste…

Tak, ale kolejne już takie nie są. A to od nich zależy, jak nasz sklep wypozycjonuje się na rynku. Bardzo ważna jest promocja, poinformowanie klientów, o naszym istnieniu i oczywiście sama sprzedaż. Ten model jest świetny do nauki przedsiębiorczości. Im lepszy jesteś w rozwiązywaniu problemów, tym lepiej działa twój biznes. Konkurencja jest ogromna i trzeba się w czymś specjalizować. 

A w jaki sposób ustala się ceny w tym modelu?

Hurtownia przekazuje nam w pliku integracyjnym ceny produktów. To są ceny, po których kupujemy je od hurtowni. Następnie możemy ustalić sobie narzuty. Nie powinny one być takie same dla każdej ceny, ponieważ najtańsze produkty możemy sprzedać z największą marżą, a te droższe z mniejszą. Warto też te ceny zaokrąglać, żeby klientowi nie pokazała się kwota 66,11 złotych, ale to już automatyka. Należy też pamiętać, że rozpoczynając współpracę z hurtownią, nie dostaniemy takich cen, jak ktoś, kto już pokazał, że generuje obroty. Mój plan na początek był taki, aby wygenerować duży obrót, a niekoniecznie zarobić – właśnie po to, aby pokazać się hurtowni jako stabilny i wiarygodny partner. Dzięki temu dostałem 25% rabat. To jest kluczowe, naszą siłą negocjacyjną jest dotychczasowy obrót.

Czyli ważne są relacje z hurtowniami? A czy można powiedzieć, że hurtownie coraz poważniej traktują sklepy działające w modelu dropshippingowym?

Tak. Można powiedzieć, że ostatnio tworzy się cała gałąź rynku e-commerce, nastawiona na sprzedaż w tym modelu. Widzą to też polskie hurtownie. Niektóre z nich już mają osobne działy do obsługi dropshipperów.

Dzięki dropshippingowi, wiele osób może współpracować z tą samą hurtownią i oferować te same produkty. Ceny w internecie można bardzo łatwo porównać. Czy nie uważasz, że będzie to prowadzić do dużej konkurencji i walki cenowej? Jeśli produkt jest taki sam, to czy tylko cena się liczy? 

Nie. Nasze, gdy sprowadzaliśmy produkty z Aliexpressu, wciąż były one “dwa kliknięcia dalej” – można je tam było kupić dużo taniej. Jednak, jeżeli my przygotujemy opis produktu, zachęcimy klienta poprzez inne motywatory takie, jak rozmowa na czacie, rozmowa telefoniczna, doradztwo, estetyka przekazu (zrobimy sesje, prezentacje produktu) – to wielu naszych klientów to doceni. Takie mamy doświadczenia. Naszym wynagrodzeniem będą zakupy, nawet gdy cena będzie u nas wyższa. Zakupy polegają na wywoływaniu emocji. Jeśli opis, grafika wzbudzi chęć posiadania u klienta, to często nie będzie on szukał w innym sklepie. 

Czy masz sposoby na to, jak ocenić dany sklep i jego potencjał? Od roku prowadzimy projekt GrowNow, w którym współpracujemy ze sklepami internetowymi na zasadzie success fee, czyli rozliczamy się w zależności od wyników kampanii reklamowych. Musimy w związku z tym umieć oceniać, które sklepy mają szansę generowania większej sprzedaż. Jednym z moich kryteriów jest estetyka materiałów wizualnych. Czy sklep korzysta tylko ze zdjęć dostarczonych przez hurtownie, czy idzie o krok dalej i przeprowadza specjalne sesje zdjęciowe. Czy wykorzystuje interesujące materiały wideo, które mogą być później użyte w reklamach? Czasem wystarczy zerknąć na Instagram i sprawdzić, czy dany sklep jest dobrze odbierany przez klientów. Czy też masz takie doświadczenia? Na jakiej podstawie oceniasz potencjał sklepu?

Najważniejsze jest pierwsze paręnaście sekund w sklepie. Estetyka, logo – te małe elementy składają się na jedną całość. Przyłożenie się do szczegółów, zadbanie o opis produktów, właśnie ta estetyka, przygotowanie karty informacyjnej, na temat tego, co to za sklep, na jakich zasadach działa. Oprócz tego oczywiście to, jak został przygotowany regulamin.

A produkty? Jak je wybrać? I co jest korzystniejsze: dropshipping jednoproduktowy czy wieloproduktowy?

Ja jestem przekonany, że klient kupuje produkt. Nie kupuje zestawień produktów, tylko konkretny produkt. Twórzmy sklepy, w których jest wiele produktów, ale budujmy dedykowane, dobrze skonstruowane opisy dla konkretnych produktów, dlatego, że ten opis pomoże nam w sprzedaży. Klient końcowy nie kupuje „całego naszego sklepu”, tylko produkt. 

Rzeczywiście u nas w agencji też tak jest – nie robimy kampanii promujących cały sklep, tylko wybieramy produkty lub kategorie produktów podobnych do siebie. 

Na podstawie doświadczenia jestem w stanie intuicyjnie wskazać, który produkt ma szansę wygenerować duży zysk. Czasem się mylę, ale jednak nadal częściej mam rację. Tworzymy też zestawienia wiedzy o danej hurtowni. Każda hurtownia wypełnia ankietę i w niej wskazuje, które produkty dobrze się sprzedają. Zamierzamy też  stworzyć bazę danych i statystyk dotyczących produktów, ale to dopiero przed nami.

Co w przypadku, gdy klient zamówi kilka produktów z różnych hurtowni, a wiadomo, że za wysyłkę płaci tylko raz?

Właśnie dlatego doradzamy naszym, aby jeden sklep działał w oparciu o jedną hurtownię. 

Jak wygląda oznaczenie wysyłki? Czy na przesyłce będą oznaczenia naszej firmy czy hurtowni?

To jest niedopuszczalne, żeby hurtownia, która działa w dropshippingu zamieszczała swoje materiały. Nie po to my, jako handlowcy, budujemy swoją markę, swój sklep pod swoją domeną, żeby zdobywać klientów dla hurtowni.

Model dropshippingowy ma na pewno dużo zalet, o których już opowiedziałeś. Na pewno też się spotykasz z różnego rodzaju obawami. Jakie słyszysz najczęściej?

„Czy ktoś w ogóle coś ode mnie kupi?” Słysząc coś takiego, zadaje sobie pytanie, jak ktoś może wątpić, że sprzedaż przez Internet działa. Widzimy co się dzieje, ile osób w Internecie dokonuje zakupów. I tak naprawdę każdy sklep może wejść na ten rynek i proponować innym sprzedaż. Są też obawy, które mają uzasadnienie. Na przykład sam proces wysyłki. Kiedy nie mamy nad wszystkim kontroli. Nie możemy być pewni, czy nie wydarzy się coś po stronie hurtowni. Na takie pytanie niestety nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jedyne, co mogę zasugerować to, żeby te hurtownie weryfikować i z nimi rozmawiać, zadawać pytania, być z nimi w stałym kontakcie. Więc można powiedzieć, że to jest główna, zasadnicza obawa. Jak „zostanie obsłużona” ta paczka, którą hurtownia wysyła, jak hurtownia poradzi sobie z realizacją zamówienia. Inną obawą może być też brak umiejętności, ale to jest już łatwiejsze do przeskoczenia.

Należy patrzeć na ten model realnie. Nie obiecuje on bajecznego przychodu i milionowych obrotów. To tak nie działa. Owszem, możemy w łatwy sposób rozpocząć taką działalność, ale jaki będzie efekt to już inna historia. Staramy się właśnie uwrażliwić wszystkich, że aby coś osiągnąć nie wystarczy po prostu założyć sklep i tylko czekać na zamówienia.

Cały zapis rozmowy znajdziecie poniżej: